Vata

Ajurweda uczy, że natura i my to jedność.

 

To, co nas otacza to makrokosmos, a my sami jesteśmy mikrokosmosem. Składamy się z tych samych elementów, z tych samych żywiołów, co drzewa, kwiaty, ptaki i chmury. Tak jak wyjaśniałam we wcześniejszym artykule, Ajurweda jest jedną z najstarszych tradycji leczniczych naszego świata. Powstawała w czasach, kiedy ludzie byli bardzo mocno zestrojeni z naturą. Od natury i jej żywiołów zależało całe ich życie. Obserwowali wiatr, ogień, wodę, ziemię i przestrzeń, w której wszystko się znajdowało. Przyglądali się ciekawie, spokojnie i wytrwale. Od tego jak dobrze zrozumieli naturę, zależało ich życie.

Mnisi, którzy byli pierwszymi lekarzami, dużo medytowali. Ich wyciszony umysł potrafił nie tylko obserwować, ale i zestrajać się z uniwersalną mądrością. W ten sposób przychodziły do nich wglądy, które objaśniały im świat. Widzieli, że ten wiatr, ogień, woda, ziemia i przestrzeń są w każdym z nas. Są integralną częścią naszego ciała, umysłu i duszy. Zaobserwowali także, że żywioły łączą się w naszym ciele w pary. Te pary nazwali doszami. Doszami nazwali sposób, w jaki podstawowe żywioły objawiają się w naszym ciele. Wyróżnili trzy dosze: Vata, Pitta i Kapha.

 

Vata, czyli wiatr.

 

Jaki jest wiatr? Spróbujcie odpowiedzieć sobie na to pytanie, zanim zaczniecie czytać dalej. Przywołajcie w myślach cechy wiatru i jego właściwości. Im więcej przyjdzie Wam do głowy, tym łatwiej zrozumiecie Vatę.

Przymknijcie na chwile oczy i przywołajcie wspomnienie wietrznego dnia. Poczujcie jego siłę, jego ruch i temperaturę. Zobaczcie jak wiatr wpływa na drzewa i ludzi wokół. Przywołajcie wspomnienie letniego wiatru w upalny, sierpniowy dzień. A teraz przypomnijcie sobie ten jesienny wiatr, który podrywa liście w górę, a nas skłania do owinięcia się płaszczem. Poczujcie zimowy, mroźny wiatr, który przenika aż do kości, mrozi policzki i wzrusza oczy.

 

Wiatr zawsze nas porusza. Tak samo, jak ludzie, którzy mają dużo wiatru w sobie.

 

Wiecznie zajęci, rozgadani, uśmiechnięci, są wszędzie i nigdzie, mają więcej pomysłów niż są w stanie zrealizować. Czasami wydaje się, że gdyby mogli sprzedawać swoje pomysły, byliby milionerami! Są duszami towarzystwa, mają poczucie humoru, które skraca dystans, są życzliwi i na wejściu dają innym kredyt zaufania. Ich wrażliwość sprawia, że mocniej przeżywają świat i lubią dawać temu wyraz w sztuce. Piszą, malują, tańczą, śpiewają. To, za co kochamy Vatę, to jej kreatywność i miłość do całego świata. Jej ponadprzeciętne współczucie i chęć niesienia pomocy. Przynajmniej tak wygląda zrównoważona Vata, którą możemy porównać do orzeźwiającego letniego wiatru.

 

Vata, której równowaga nie jest najmocniejszą stroną, jest jak mocny jesienny wiatr.

 

Wiecznie dokądś gna, wiecznie w pośpiechu, czasami nawet nie pamięta dokąd tam się śpieszy. Myśli szybko i mówiąc stara się oddać wszystkie swoje myśli. Mówi więc szybko, dużo, zmienia wątki, wpada w dygresje, skojarzenia, błądzi, zawraca. Zaczyna od guzika, który jej się odpruł, a kończy na wspominaniu wykładowcy, który miał zwyczaj gładzenia guzików swojej marynarki, Jej pomysły pęcznieją jak ciasto drożdżowe, i jak przerośnięte ciasto, zaczynają wylewać się z głowy. Vata nie wie, który z pomysłów jest najlepszy, więc chce realizować wszystkie naraz. Zaczyna jeden, przechodzi do drugiego, a przy dziesiątym pada bez sił. Zmęczona, zmuszona do odpoczynku, jest jak rozładowany akumulator.

Jeśli zdarza się to często, a nawet codziennie, Vatta zaczyna być solidnie zmęczona. Nie może się skoncentrować, wszystko wylatuje jej z głowy, chce całym sercem, a już za chwilę zapomniała, czego tak bardzo chciała. Nieustający potok myśli i słów nigdy się nie zatrzymuje. Trudno usnąć, trudno spokojnie przespać noc. Tu coś boli, tam coś strzyka, tam coś drży, a tu coś marznie. To jak pomieszanie z poplątaniem, nic już nie wiadomo.

Znacie kogoś takiego? Klasyczną Vatę, taką, którą kochamy, ale bywa, że i święci nie mogą z nią wytrzymać. Przywołajcie w myślach tą osobę, przypatrzcie się temu jak wygląda, jaką ma budowę ciała, jaką ma skórę, jakie ma zęby?

 

Klasyczna Vata

 

jest szczupła i drobna, bywa niska, bywa wysoka. Zawsze jednak jej sylwetka jest lekka, jakby lekko się chwiała. Czasem nieproporcjonalna, głowa jakby za duża, a ramiona i nogi szczupłe jak patyki. Vatta jest sucha, od lat smaruje się tłustymi kremami, przeszła już przez wszystkie możliwe kosmetyki nawilżające skórę. Nie rozstaje się z pomadką ochronną, namiętnie smaruje dłonie kremem, a skóra jakby nigdy nic. Nadal jest sucha, marszczy się i zapamiętuje naj-drobniejszą zmarszczkę. Vatta chciałaby być choć trochę tłusta, niechby choć jeden wałeczek na brzuchu, pełniejsze policzki i biodra. Niechby trochę miękkości i zaokrągleń. Koleżanki, te, co są wiecznie na diecie, nie chcą jej słuchać, kiedy narzeka, że nie może przytyć. Za to schudnąć jest łatwo, jeszcze jak!

 

Ma małe, głęboko osadzone i bardzo ruchliwe oczy.

 

Nos dość nieproporcjonalny, może lekko skrzywiony, albo zgarbiony. Wąskie usta, i zęby, raczej małe, nieco nieśmiałe. Czasem gęste i stło-czone, powykrzywiane, a czasem rozstrzelone jak domy na wsi. Vata ma dużo włosów, ale rzadko jest z nich zadowolona. Albo są za cienkie, albo zbyt kręcone, albo zbyt niepokorne. Paznokcie lubią rosnąc jak chcą, łatwo się wysuszają i rozwarstwiają. Vatta stara się bardzo, troszczy o siebie i dba o wygląd, ale i tak wiecznie jest z siebie niezadowolona. Lubi się porównywać z innymi, co najczęściej kończy się obniżeniem jej nastroju.

 

Vata, która wiatru w ciele i w głowie ma za dużo, kiedy dobija do czterdziestki ma już długą listę dolegliwości.

 

Zdrowie nie jest jej najmocniejszą stroną, odporność ma raczej przeciętną. Podróże i wszystko, co nieprzewidywalne i stresujące, działa na nią jakby mocniej niż na innych. Skóra jeszcze bardziej sucha, niepokój nie pozwala zasnąć w hotelowym łóżku, a na zastane jelita nie pomagają apteczne wynalazki. Vata łatwo marznie, często ma zimne ręce i stopy. Wietrzna i zimna pogodna sprawia jej fizyczny ból, i najchętniej spędzałaby zimę w tropikach. Jest szczupła, ale często brzuch wzdyma się i nieprzyjemnie zaokrągla. A do tego wszystkiego te emocje i myśli, no co z tym robić?

 

Każdy z nas ma w sobie trochę tej Vatty.

 

Czyste typy, taki jak ten opisany powyżej, zdarzają się niezwykle rzadko. Większość z nas jest solidnie wymieszana, i dlatego też tak trudno samodzielnie zrozumieć kim jesteśmy i jacy jesteśmy. Warto jednak wyczulić oko na Vattę w nas samych, i przyjrzeć się jej w sobie.

Ajurweda opiera się na obserwacji, lekarze i terapeuci ajurwedyjscy są w niej wyćwiczeni. Ale każdy z nas może się obserwować, spokojnie, wytrwale, a co najważniejsze z życzliwością i pogodą ducha. Tak jak obserwujemy wirujące płatki śniegu.

 

Dajmy się zauroczyć naturą, która jest w nas. Dajmy się jej poprowadzić do lepszego zrozumienia siebie, a stamtąd do lepszego zdrowia.

 

Vatta