Klientka siada na fotelu.

Możemy przejść na ty? Wyciągam rękę. 

Czasem tego nie proponuję. Dystans zdaje się wtedy służyć.

Co Cię do mnie sprowadza? Pytam.

Chcę dowiedzieć się czegoś na temat diety.

Taką odpowiedź słyszę najcześciej.

 

Pytam dalej i słucham.

Słucham całą sobą.

Patrzę.

Zapisuję słowa, sformułowania, całe zdania.

Podkreślam to, co wyjątkowo mocno brzmi.

Dopytuję.

 

Czego ode mnie oczekujesz? Pytanie brzmi mocniej.

Odpowiedź jest spokojniejsza, bardziej wyważona, bliższa temu, co istotne.

 

Co byś sobie sama zaleciła?

Niemal za każdym razem słyszę to, co po godzinie sama powtórzę.

 

Słucham jak rozwija się opowieść o życiu.

Zaczyna się od ciała. Od konkretów.

Tu mnie boli, tam mnie swędzi. To mi wycięli, a to mają zamiar. Tego nie dało się uratować. To jest niby zdrowe, badania nic nie pokazują, a wciąż nie mogę. Na to choruję od zawsze, na to cierpię każdej wiosny, to niedawno zdiagnozowali, a to nikt nie wie jak się to nazywa.

 

Dopytuję.

Normalnie. Jak u wszystkich. Chyba tak. Nie wiem. W gruncie rzeczy nie wiem. Nigdy o to nie pytałam. Nikt mnie o to nie pytał. Pytałam mamy, ale nie pamięta. Nie zdążyłam jej zapytać.

 

Dopytuję.

Czy to istotne? Jakie to ma znaczenie? To to jest ważne? Czemu Pani pyta? To aż takie istotne?

Rozmawiamy o ciele. O jego historii od samego poczęcia. Same konkrety, fakty, wydarzenia, nazwy. Wszystko realne, namacalne.

 

Umysł.

Wsłuchuję się.

Na poziom umysłu przechodzimy od pierwszego zdania. To jak symultaniczne tłumaczenie. Dwie rzeczy dzieją się równocześnie.

Jak mówi? Czy padają dodatkowe pytania? Czy jest jak przyschnięta cytryna, którą trzeba mocno ścisnąć, żeby puściła sok? Czy jest jak soczysty arbuz? Sok leje się od pierwszego cięcia.

To już wiem. Już sama nie wiem. Nic nie wiem.

 

Duch.

Minuta po minucie staje się coraz bardziej wyczuwalny.

Równie obecny co twarde biurko miedzy nami. Przyprowadzają go słowa-klucze: praca, matka, ojciec, dziecko…

Wchodzimy głębiej. Jak w oceanie. Woda jakby gęstsza. Nie ma miejsca na żarty.

 

Słucham.

Padają zdania, które trafiają w sedno. Mówi dusza.

 

Dieta? Jaka dieta? Dawno zniknęła na horyzoncie.

 

Od czasu do czasu wraca umysł.

Nigdy tego nikomu nie mówiłam. Dawno o tym nie rozmawiałam. Zapomniałam o tym. Nie chciałam do tego wracać. Dziwne, że o tym mowię…

 

Umysł działa w altruistycznym przebraniu. Czy to Pani nie męczy? Przepraszam, że tak się rozgadałam. To musi być ciężka praca słychać takich opowieści.

Kiedy padają te słowa, czuję, że się wynurzamy.

 

Kluczowy moment. Teraz pora na to, co zrozumiałam. Wpatruję się w kartkę. Zbieram myśli. Wsłuchuję się w siebie. Co mogę powiedzieć? Jak to powiedzieć?

Coraz częściej dzieje się to samo. Otwieram usta, emituję pierwsze zdanie, drugie, patrzę w oczy i już wiem. Trafiłam w sedno.

Milczę. Czekam. Tak jest coraz częściej.

 

Czasem jest inaczej. Nie jestem pewna czy trafiłam. Zagaduję niepewność.

 

Na początku często był ping-pong. Mówię. Wyzwanie? Jasne! Klientka odbija piłeczkę. Biorę paletkę i odbijam. Potem ona. Ping-pong. Moja prawda kontra jej prawda. Moje doświadczenia kontra jej doświadczenia. Ping-pong. Nic z tego nie ma. Stracony czas, bardzo cenny czas.

 

Teraz, w kolejnym roku praktyki jest inaczej. Biorę nitkę. Jej koniec zawiązuję tam, głęboko i wynurzamy się w stronę świata. Wynurzamy się razem.

 

Będą potrzebne znaki, które pomogą oznaczyć miejsca, w których byłyśmy.

Rysuję mapę. Zobacz tam byłyśmy. Opowiadam klientce o tej podróży. O niej – całościowo. O ciele. O umyśle. O duszy.

 

To potrzebuje Twojej uwagi. Tym warto się zająć od razu. Tym na wiosnę. Nie, zimą nie robimy oczyszczania. Zimą ziemia odpoczywa.

 

Nie zostawiam złudzeń. To potrwa.

 

Jestem drogowskazem. Odsyłam.

 

Jestem szczera. Tyle rozumiem, tak mogę Ci pomóc.

 

Odnoszę się do tego, co na początku. Daję tą dietę.

 

Unikam słów Vata, Pitta, Kapha. Rzadko kiedy klientka rozumie przez nie to samo co ja.

Upiera się.

Chciałabym wiedzieć kim jestem. To kim w końcu jestem? Można być każdą doszą po trochu?

 

Daję konkret. Kolorową ulotkę. Zaznaczam to, co odnosi się do niej. Radzę zignorować całą resztę.

 

To tyle na początek, mówię. Tyle możemy zrobić dzisiaj.

 

Patrzę na klientkę. Zastanawiam się.

Przyjdzie jeszcze raz? Kiedy przyjdzie? Czy skorzysta z drogowskazu? Z czego skorzysta?

 

Zastanawiam się. Może umówię się konkretniej. Wyznaczę jej datę, zapiszę w kalendarzu. Czasem tak robię.

A najczęściej nie. Daję jej czas. Niech się ułoży, przetrawi, rozważy.

 

Czy już jest gotowa?

 

Czy już jesteś gotowa na holistyczne zdrowie czy jeszcze trochę pokręcisz się w kółko czytając o zdrowotnych właściwościach chia?

Zobaczymy…

Share This