Formularze, ankiety i inne… bzdety

Ostatnie dwa dni spędziłam tworząc największy formularz przed konsultacją, jaki mogłabym sobie wyobrazić.

Czego ja tam nie ujęłam? Choroby, teraz, w dzieciństwie, styl życia, dieta, aktywność zawodowa, rodzina, rodzina pochodzenia, dieta…

Byłam zachwycona, zmęczona i… w głębi duszy czułam, że coś jest nie tak.

Mój mąż podsumował to bardzo dyplomatycznie…

Praca nad formularzem zajęła mi to tak dużo czasu, że nie zdążyłam wysłać go klientom przed kolejną konsultacją.

No i przyszli, bez formularza.

Tak, jak przez ostatnie cztery lata.

Kiedy skończyłam, powiedziałam do męża: I po co mi ten formularz?

Konsultacja się wydarza między nami, w dialogu, w tańcu, w obserwacji, słuchaniu, mowie ciała i tym, co ciało opowiada, kiedy go dotykam.

W widzeniu, naprawdę całościowym widzeniu drugiego człowieka. Jaki śmieszny i nieadekwatny wydał się przy tym ten formularz…

Pewnie jakoś go wykorzystam, tymczasem zawierzam Czemuś Innemu.

 


Chcesz lepiej poznać siebie? Sprawdź możliwości, jakie dla Ciebie przygotowaliśmy i naszą ofertę

Jeśli jesteś ciekawa jak wygląda konsultacja ajurwedyjska w gabinecie, możesz o nim poczytać we wpisie Opowieść o spotkaniu