Jednak da się inaczej. Recenzja „Rework”

Dziś na blogu wpis gościnny.

Nicole Radomska, która od maja 2018 roku jest moją asystentką.

Zapraszam do przeczytania jej recenzji, nieco bardziej osobistej, książki „Rework”, napisanej przez duet Jasona Frieda i Davida Heinemeiera Hanssona:

„Nigdy nie wierzę w przypadki. Również w odniesieniu do książek.

Tak też było i z “Rework”, które jest odpowiedzią na moje rozterki związane z tym, czy da się prowadzić biznes po swojemu. Na własnych zasadach, z pasją i sercem na dłoni.

To wskazówka, że jednak nie zwariowałam, zakładając, że da się inaczej.

Odeszłam z etatu, bo w żadnej z prac, które miałam do tej pory, nie znalazłam tego, czego potrzebowałam. Niestety, jako pracownik mam jeden, znaczący defekt – nie potrafię współpracować z ludźmi, którzy mnie nie inspirują. Mogą to robić na różne sposoby: motywować swoją konsekwencją w działaniu, innowacyjnym podejściem, walką o to, żeby pozostawić świat lepszym niż go zastali…

Byłam pewna, że sporo jest takich ludzi, zwłaszcza na kierowniczych stanowiskach.

A tu rzeczywistość okazała się zupełnie inna.

Podobny schemat pojawiał się w każdym miejscu, w którym pracowałam. Te same sztywne przekonania, te same niespełnione twarze.

Słyszałam, że jestem „idealistką i niespełnioną marzycielką, która nie ma w sobie za krzty racjonalizmu”, gdy opowiadałam o tym, że…

… najbardziej cenię sobie partnerską relację, która daje innym wolność i przyczynia się do osobistego rozwoju (Jesteś zwykłym szarym pionkiem, a oczekujesz nie wiadomo czego?)

… tylko biznesy oparte na wartościach i pasji są coś warte, bo klienci czują to, że wkładasz w coś duszę (Pasja? Kochana, tu się kasa liczy, a nie jakieś oderwane od życia wizje!)

… regulaminy, zasady, dresscody… to wszystko sprawia, że stajemy się przeciętni i tacy pozostajemy. To wymierzenie policzka wolnej woli i indywidualizmowi (Aleś wymyśliła, a jak inaczej tyle ludzi ogarnąć i sprawić, żeby pracowali produktywnie?)

… praca po godzinach to zło wcielone, bo nie dość, że przyzwyczaja do pracowania długo zamiast efektywnie, to jeszcze zabiera człowiekowi życie prywatne i w szybkim czasie prowadzi do wypalenia się (Tak myśląc daleko nie zajdziesz, pokory trochę!)

Dlatego uciekłam. Nie do końca mając pewność czy nie zwariowałam.

Nie byłam pewna czy robię dobrze, bo wszyscy wokół patrzyli na mnie jak na wariata, słysząc, że moją główną motywacją do zmiany wcale nie były pieniądze.

Co ze sobą zabiorę po przeczytaniu tej książki?

Gdybym miała napisać o tym, jak widzę swój pasjobiznes w przyszłości, napisałabym książkę, która brzmiałoby jak “Rework”. Prawie w każdym jej rozdziale widzę echo moich refleksji. Pojawiło się też wśród nich kilka aspektów, na widok których usłyszałam w głowie “O! To dokładnie to!” czyli:

Olanie rzeczywistości

Tak, myślę, że warto czasem zignorować rzeczywistość. Zwłaszcza, gdy jest pełna pesymistów, którzy zakładają, że nie warto sięgać po nowe pomysły, bo i tak się nie sprawdzą. A nawet jeśli się sprawdzą to po co ryzykować, skoro zawsze jest ta niepewność i strach ?

Bardzo przemawia do mnie pytanie, które padło w książce:

Jeśli nie chcesz zawalczyć o swoją wizję to po co w ogóle zakładać biznes?

Widzę sporo konsekwencji, które z niego płyną. Po pierwsze – walkę o swoje przekonania, nawet, jeśli stoją w kontrze do biznesowych standardów. Jeśli zdecydujemy się rezygnować z walki, równie dobrze możemy wrócić na etat i pracować w miejscu stworzonym według czyjejś wizji.

Kolejna dotyczy tego, że nie warto spoglądać zbyt uważnie w stronę konkurencji, której działalność oparta jest o jej wartości. Próba naśladownictwa oznacza, że stajemy się marną kopią. Próba prześcignięcia jej to, z kolei, nic innego jak granie na ich zasadach, a nie na własnych.

Wzięcie spraw w swoje ręce

Mocno rezonuje ze mną też to, żeby wziąć sprawy w swoje ręce. Jeśli czegoś nie ma, a warto żeby się pojawiło – to na co czekać?

Jeśli stworzę produkt lub usługę, z której sama chętnie bym skorzystała to ciężko wyobrazić sobie sytuację, że nie znajdą się chętni. No i przy okazji rozwiążę swój własny problem. Dwie korzyści w jednym.

To też piękny pstryczek w nos dla wszystkich malkontentów, którzy siedzą i marudzą, że gdyby rzeczywistość byłaby inna to na pewno ich pomysł na biznes by wypalił.

Z tej sytuacji są dwa wyjścia: dalsze wieczne marudzenie lub zamiana go w działanie.

Wyznaczanie granic

To coś, czego się uczę z każdym dniem. Tym efektywniej, im więcej trudności doświadczam w pracy z drugą osobą. Strzeżenie granic jest dla mnie gwarancją pracy, która daje mi radość i spełnienie.

Jeśli pozwolę komuś na ich przekroczenie – wrócę do punktu wyjścia, w którym prędko zaczną towarzyszyć mi myśli o ucieczce.

Autorzy Rework piszą też o tym, że warto bronić swoich poglądów. Nawet, jeśli mogą się wydać innym kontrowersyjne. To właśnie one są hymnem wartości firmy i jednocześnie symbolem tego, że w jej produktach lub usługach tkwi kawałek duszy.

Takie podejście jest jednoznaczne z tym, że część klientów może wyrazić krytykę, a nawet przejść do konkurencji. Jednak ci, którzy zostaną, tym bardziej docenią bycie konsekwentnym i tym żarliwiej będą nas rekomendować innym.

Mniej niż się Ci wydaje

Niewystarczająca ilość zasobów to często świetna wymówka przed rozpoczęciem działania. Zbyt mało czasu, kapitału, przestrzeni, narzędzi… Zawsze znajdzie się coś, na co można zwalić odpowiedzialność.

Czy naprawdę potrzebujemy aż tyle? Prostota pomaga w tym, żeby nadmiernie nie komplikować.

Pamiętam, że kiedyś czytałam o badaniach, w których odkryto trzy czynniki, które wydobywają z ludzi największą kreatywność: mała ilość czasu, rąk do pracy i narzędzi. Ograniczenia stają się orężem i potencjałem, który wzmacnia.

Dlatego bardzo trafia do mnie jeden z rozdziałów poświęcony przekonaniu, że potrzebujemy mniej, niż nam się wydaje. Do tego, żeby zacząć, rozwijać skrzydła i krok po kroku dokładać swoją cegiełkę do zmiany świata.

To pięknie współgra ze słowami, które często słyszę od Marysi: “Rób to, co możesz. Z tym, co masz”.

Co było w niej najważniejsze?

Chciałam napisać o tym, co było dla mnie najważniejsze w tej książce. I wiesz co? Wracałam do niej kilkukrotnie, ale nie umiem wybrać tego, co zrobiło na mnie największe wrażenie.

Każdy z rozdziałów zostawia małe nasionko, prowokujące do dalszych poszukiwań. Takie, które stopniowo kiełkuje i pokazuje nową perspektywę.

“Rework” to świetna propozycja dla tych, którzy szukają niesztampowego podejścia do biznesu.

Dla tych, którzy szukają sposobu na to, żeby nie tylko zarabiać pieniądze, ale też wnosić wartość – w świecie klientów, pracowników i swoim własnym.

Dla tych, którzy spoglądając w oczy biznesu sądzą, że jedynym rozwiązaniem jest powielanie tego, co robią wszyscy.  

To książka, która pomaga w spojrzeniu inaczej na to, jak odnajdujemy się na polu biznesowym. Dodaje otuchy, że bycie innym może być jednym z największych atutów, który nie zdyskwalifikuje nas w byciu dobrze prosperującym biznesem. Wzmacnia poczucie, że pójście pod prąd i prowadzenie firmy w zgodzie ze sobą jest jednym z piękniejszych przepisów na samospełnienie.

 

Nicole Radomska

Dzięki wspólnej pracy z Marysią zakochałam się w Ajurwedzie jeszcze bardziej.

Odkryłam, że chcę związać z Ajurwedą nie tylko swoje życie, ale też pracę i jestem na drodze do zostania konsultantką ajurwedyjską.

Po godzinach piszę na Samorozwijalni i zanurzam się w świecie jogi.