Ajurweda jako zawód

Gdy poznałam Ajurwedę, w 2006 roku, na polskim rynku była dokładnie jedna książka na ten temat. Kupiłam ją w księgarni Matras w Krakowie. Dostęp do Ajurwedy był wtedy bardzo utrudniony. Teraz oczywiście jest już coraz lepiej.

Pierwszym kluczowym momentem na drodze do tego, żeby pomyśleć o Ajurwedzie jak o zawodzie, było spotkanie z Anną Choińską. Poznałam ją w 2010 roku, kiedy byłam na warsztacie „Sukces w życiu zawodowym”.

Pamiętam moment, gdy Ania się przedstawiała. Powiedziała, że jest na warsztacie w charakterze tłumacza, a jej praca wynika z miłości do języka niemieckiego i ludzi.

Zapamiętałam bardzo dobrze to zdanie, bo pomyślałam wtedy, że skoro jej praca może wynikać z miłości do języka i ludzi, to moja praca może wynikać z miłości do ludzi i Ajurwedy.

 

To po to studiowałaś te 8 lat?

Wszyscy moi krewni i znajomi zareagowali dosyć podobnie (z wyjątkiem mojego męża, który zawsze wspierał moje pomysły). Nieustannie przewijał się komentarz w stylu:

To po to studiowałaś 8 lat na jednym z najlepszych uniwersytetów w kraju?

Studiowałam na Uniwersytecie Jagiellońskim, który ukońdzyłam jako podwójny magister – polonistka i psycholożka. Gdy wszyscy wokół dowiedzieli się czym chcę się zająć zawodowo, ich reakcja była różna, w zależności od tego, kto reprezentował jaką doszę.

Jedni mówili: O super, nie mam pojęcia czym to jest, ale powodzenia.

Inni powtarzali: Nie, na Ajurwedzie nie da się zarobić. 

Po co Ci to mówię? Bo wierzę w to, że takie kategoryczne stwierdzenia są tak naprawdę po to, żeby Cię przetestować. To, na ile jesteś wytrwała i zdeterminowana. To, na ile czujesz sens, w tym co robisz. Czy jest to autentyczne i czy pójdziesz za tym wołaniem. Świat nagradza odważnych.

 

Sekret “Sekretu”

Kojarzysz film „Sekret”? Oglądałam go już kilka razy.

Zawiera przesłanie, które mówi o tym, że nie musisz wiedzieć „Jak?”. Wystarczy tylko, że wyrazisz pragnienie. Powiesz, że tego chcesz, a to do Ciebie przyjdzie. Mantra z „Sekretu” brzmi: poproś, uwierz, podziękuj.

Oczywiście, próbowałam na różne sposoby wcielić to w życie. Jednak było to dla mnie trudne wyzwanie, zwłaszcza, że jestem Pittą. Jeśli już troszkę znasz Ajurwedę to być może wiesz, że Pitta jest analityczna, ambitna i lubi planować. Podejście, że wystarczy uwierzyć i poprosić, że nie muszę mieć rozpisanego planu  z miesiąca na miesiąc, z roku na rok… to było dla mnie coś nie do pomyślenia.

Pamiętam, że szukałam od razu możliwości tego, jak się tego uczyć Ajurwedy. Zwróciłam się do mojej pierwszej nauczycielki Ajurwedy i jogi, która mi wtedy odmówiła. Powiedziała: Nie, nie będę Cię uczyć.

Odebrałam to bardzo osobiście.

 

Jesteś tym, czy Twoje głębokie pragnienie

A potem zdarzył się kluczowy moment numer dwa. Mój przyjaciel, zaprzyjaźniony nauczyciel jogi, poznał dziewczynę, która właśnie wróciła z Indii z kursu u doktor Shivani i była zachwycona tym miejscem.

Bez wahania weszłam na ich stronę, wysłałam aplikację i poczułam, że to będzie tak, jak w tym cytacie, który mnie zainspirował i który do dziś mnie prowadzi:

Jesteś tym, czym Twoje głębokie pragnienie.

Jakie Twoje pragnienie, taka Twoja wola.

Jaka Twoja wola, taki czyn.

Jaki Twój czyn, taki Twój los.

Na tamtą chwilę wyjazd do Indii, zapłacenie pieniędzy za kurs i bycie tam przez parę miesięcy, to było mniej więcej tak, jakbym zdecydowała nagle, że chcę jechać do Stanów na trzy miesiące z całą moją rodziną. To przedsięwzięcie było bardzo trudne zarówno pod względem logistycznym, finansowym, jak i czasowym.

Ale pojechałam. I, jak widzisz od 4 lat to moja jedyna praca. Praca, która rozwija się coraz piękniej. Dzisiaj nie mogę się nadziwić, że kiedyś się wahałam czy postawić na Ajurwedę.

Klient? Każdy, kto ma zdrowie

Kolejnym przełomowym momentem w moim rozwoju był kurs „Prosperuj jako Coach”, prowadzony przez Małgosię Żukowską. Kurs na który zapisałam się po to, żeby dowiedzieć się jak znaleźć swoją drogę. Wiedziałam już, że będzie nią Ajurweda i coaching, ale nie wiedziałam jak mam się z tego utrzymać.

Pamiętam, że Małgosia powiedziała mi wtedy:

Słuchaj, jeśli chcesz rozmawiać tylko z ludźmi, którzy znają Ajurwedę, to jest to bardzo wąskie grono osób. Ale jeśli chcesz rozmawiać z ludźmi, którzy mają zdrowie, a przecież każdy ma zdrowie, ciało, umysł i określone dolegliwości, to Twoja grupa klientów nagle robi się ogromna. Zaczyna obejmować każdego człowieka, który jest na świecie.

Z perspektywy czasu widzę, że Małgosia miała rację. Zdrowie w dzisiejszych czasach dla wielu ludzi jest bardzo istotne. Mają czas, mają przestrzeń, żeby zająć się sobą. Mogą sobie pozwolić, żeby pojechać na oczyszczanie, jogę czy kupić sobie rzeczy, które są droższe.

Myślę, że wiele naszych mam i babć nie miało aż tak wiele czasu, żeby zająć się swoim zdrowiem. Jednak obecnie mamy relatywne dużo czasu na to, żeby się o siebie zatroszczyć.

 

Ajurweda – w zdrowiu i chorobie

Jednak większą część ludzi do Ajurwedy przyciąga nie ich zdrowie, ale to, że cierpią na przewlekłe choroby i dolegliwości. Na dolegliwości, które nie wychodzą w wynikach badań. Takie, na które lekarz rozkłada ręce i mówi: To stres, proszę odpocząć. Na dolegliwości psychosomatyczne czyli to, co wiąże się z umysłem i emocjami. Chociaż jest to tak ulotne i niematerialne to jednak manifestuje się w postaci konkretnych zaburzeń, objawów i schorzeń w ciele.

Jest też cała grupa tzw. chorób cywilizacyjnych, czyli tych, które wynikają ze sposobu w jaki żyjemy w dzisiejszym świecie. Chorób, na które współczesna medycyna nie za dużo może zaradzić z wyjątkiem leków, które coraz bardziej uzależniają, wymagają zwiększenia dawek. Takich, które mają całą masę skutków ubocznych, i które są bardzo kosztowne.

Kraje Europy Zachodniej zaczynają się zwracać w stronę holistycznych rozwiązań takich, jak Ajurweda czy medycyna chińska, szukając oszczędności. Tak, dobrze przeczytałaś. To nie wynika z tego, że nagle premierczy jakiś inny minister poczuł miętę do Ajurwedy. To wynika z tego, że komplementarne metody leczenia okazują się o wiele tańsze.

Dlatego pojawiają się w Europie Zachodniej systemowe rozwiązania, które sprawiają, że Ajurweda i medycyna chińska są bardziej dostępne – bo wpisuje się to bardzo dobrze w oszczędzanie pieniędzy. W tanią profilaktykę.

 

Lekarz prosto z egzotycznych Indii

Być może się teraz zastanawiasz czy to jest tak ważne, że aż trzeba polskich terapeutów, skoro są przecież świetni lekarze z Indii, którzy praktykują w Polsce? Odpowiem tak: Do pewnego momentu to nie jest istotne.

Gdy jednak zaczyna się praca na głębszym poziomie, pojawiają schody. Nie wystarczy przywieźć lekarza z Indii, który jest świetnym specjalistą. Trzeba tę wiedzę zasadzić w kontekście.

Na tym polega praca przekładania z ichniego na nasze. Z Ajurwedy, która jest ponadczasowa, ale żeby się ją dało zastosować w praktyce, to trzeba ją podzielić na małe cząstki. Takie, które pasują do Polski i naszego stylu życia. Do tego, jak się w Polsce żyje na co dzień.

Kontekst w Polsce ma ogromne znaczenie, bo mamy silną osobowość jako naród. Mamy w sobie dużo Pitty. Świadczy o tym chociażby to, jakim przemianom ulegliśmy przez choćby ostatnie 100 lat. To, jak nienawidzimy pewnych ideologii przez to, że byliśmy pod zaborem komunistycznym. To, że jesteśmy krajem katolickim, w którym wielu ludzi ma problem z otwarciem się na Ajurwedę, bo wydaje im się, że to stoi w sprzeczności z wiarą, którą wyznają.

Powoli trendy z Europy Zachodniej widać w Polsce. Widzę to od strony klientów, którzy domagają się pewnych rozwiązań i za które płacą z własnej kieszeni. Pokazują tym samym, że chcą czegoś więcej. Holistycznego ujęcia zdrowia, którego nie odnaleźli w medycynie konwencjonalnej.

 

Spotkanie z Runą

Kluczowym trzecim momentem na mojej ścieżce zawodowej było spotkanie z Runą. To coachka, która pochodzi z Islandii i pomaga kobietom prowadzącym działalność. Tak mi się życie ułożyło, że byłam na Islandii i napisałam do niej tak bardzo bezpośrednio. Że jestem, i że byłoby niesamowicie, gdyby się ze mną spotkała na kawę i żebyśmy pogadały o różnych rzeczach.

Runa się zgodziła. Byłam podekscytowana. Umówiłyśmy się w jakiejś kawiarence w Reykjaviku. Nawet nie marzyłam, że kogoś takiego spotkam, a ona nagle siedziała ze mną przy stoliku i rozmawiała ze mną o mojej sytuacji zawodowej. Podczas naszej rozmowy powiedziała tak:

Mario, opowiem Ci dwie historie. Islandia jest bardzo małym krajem. Żyje w nim bardzo mało ludzi. Wyobraź sobie, że jest taka Islandka, która mieszka w Polsce i prowadzi obozy wyjazdowe do Polski dla Islandczyków. To świetnie prosperujący biznes, który jest skierowany wyłącznie do Islandczyków, którzy przyjeżdżają do Polski na okres regeneracji i zadbania o siebie. Myślisz, że ma bardzo wielu klientów? Nie, ale na ma wystarczająco wielu klientów. Ci klienci ją znają, polecają ją sobie i bywają u niej regularnie.

To pierwsza część mojej anegdoty z Runą. Druga część jest taka, że gdy mówiłam jej:

Słuchaj, Runa, bo ja poznałam tę Ajurwedę, i wiesz, i ja tę psychologię studiowałam i jogę, przeszłam przez tyle rzeczy i wiem, że Ajurweda to jest to. Ja chcę po prostu wyjść z tym do ludzi. Chcę im to dać, niech się oni tego nauczą…

A ona odpowiedziała:

Zastanów się ile masz energii życiowej? Ile godzin w ciągu dnia? Teraz jesteś sama, za chwilę będziesz mieć dzieci. Ile czasu jesteś w stanie poświęcić każdego dnia na pracę? Z kim chcesz pracować?

Czy chcesz pracować z ludźmi, których musisz przekonać do Ajurwedy? I tracić energię po to, żeby mówić im: Słuchaj, ta Ajurweda jest taka wspaniała… i tak się będziesz starać, żeby ludzie w ogóle to tej Ajurwedy przyszli. I z dziesięciu osób dziewięć w ogóle się nią nie zainteresuje. To nie będą ani Twoi klienci, ani Ci, którzy Ci za to zapłacą. Potraktują to jako jeszcze jedną ciekawą rozmowę, a Ty się będziesz w tym spalać. Czy może chcesz pracować z klientami, którzy już wiedzą czym jest Ajurweda i chcą tą wiedzę pogłębić?

To było świetne pytanie. Odpowiedziałam:

Chcę pracować z ludźmi, którzy już wiedzą czym jest Ajurweda. Poznałam siebie i mierzę siły na zamiary. Nie chcę się spalać rozmawiając z osobami, które potem będą podcinać mi skrzydła. Mimo, że jestem już dobrze ugruntowana w swojej dziedzinie, nadal jestem dość czuła na krytykę i na rzeczy, które odbierają wiarę w to, że moje marzenie może się zrealizować.

 

Dla tych, którzy chcą

Stwierdziłam, że skoro mam wzrastać, to potrzebuję otoczyć się ludźmi, którzy będą czerpać z tego, co już wiem. Ludźmi, którzy są już gotowi i już coś wiedzą. Być może tylko przeczuwają. Może nic nie wiedzą, ale coś im mówi, że to „to”.

Być może mówią tak, jak niejeden mój klient: Słuchaj, Marysiu, ja nie wiem czym Ty się zajmujesz, ale to wygląda na coś świetnego, ja w to wchodzę. Na co ja odpowiadam: Chodź, rozgość się. Zadbam o to, żeby Ajurweda była dla Ciebie zrozumiała i dostępna. Może być tak, że wcale nie będziemy rozmawiać o Vacie, Picie czy Kaphie, ale powiem Ci rzeczy, które będą dla Ciebie istotne.

To się też tyczy Ciebie, jeśli jesteś w sytuacji, gdy masz już jakiś zawód i chcesz go rozszerzyć o Ajurwedę.

Twoi klienci, pracownicy i ludzie, którzy są z Tobą związani wcale nie muszą być zainteresowani Ajurwedą per se. Wystarczy, że będą zainteresowani poprawą jakości swojego życia. Tym, żeby żyło im się łatwiej, lżej i zdrowiej.

Jeśli natomiast jesteś na samym początku tej drogi zawodowej i trochę już pewniej się czujesz, to pewnie widzisz, że świat sprzyja Ajurwedzie. Współczesna nauka zaczyna udowadniać twierdzenia Ajurwedy sprzed 5000 lat. To sprawia, że kontekst, żeby zająć się tym zawodowo jest jak najbardziej „na tak”.

Chciałabym teraz opowiedzieć Ci o kilku ważnych lekcjach, które wyniosłam po latach praktykowania Ajurwedy w Polsce. Mam nadzieję, że będą dla Ciebie drogowskazem i pomogą Ci uniknąć błędów, które były też kiedyś udziałem moim lub moich koleżanek po fachu.

Po pierwsze: słuchaj

Zatem, jeśli  przymierzasz się do zawodowych kroków w kierunku Ajurwedy, to pozwól, że czymś się z Tobą podzielę. Pierwsza praktyka, która się doskonale sprawdziła się w mojej pracy, to uważne słuchanie tego, co mówią inni. I tym bardziej zastanowić się czego tak naprawdę potrzebują.

Większość moich klientów podczas pierwszego spotkania mówi, że przyszli po dietę. I, co ciekawe, większość z nich wcale tej diety nie potrzebuje. W trakcie pracy z nimi, dieta okazuje się być jedynie jednym z wielu elementów układanki, bo często mają jakiś głębszy problem, który trzeba rozwiązać.

Często ludzie, którzy przychodzą do Ajurwedy to ludzie, którzy stukali już w niejedne drzwi. To ludzie, którzy są już zmęczeni, rozczarowani, zawiedzeni, pokrzywdzeni czy pokaleczeni.

Jednak każda diagnoza, nawet najbardziej przygnębiająca, pozostawia jakieś pole do manewru. Pole, w którym da się coś zrobić, ale naprawdę wymaga to daleko idących zmian. Nie tylko w tym, co jesz albo w tym co zażywasz w przerwie między swoimi regularnymi aktywnościami. Zmian w stylu życia i samoświadomości.

Po drugie: mów jak do swoich

Drugim ważnym aspektem, na który powinnaś zwrócić uwagę, jeżeli rzeczywiście chcesz, żeby Ajurweda stała się Twoim zawodem, jest nauczenie się mówienia zrozumiałym językiem.

Największa praca polega na tym, żeby pokazać ludziom, że to, że nie śpisz w nocy wynika z tego i z tego, więc jeśli zmienisz to i to, to zaczniesz spać.

Ajurweda liczy już 5000 lat, więc niezliczone pokolenia lekarzy, pacjentów, mam i córek, ojców i synów pokazują, że ta wiedza ma sens. Istnieje koncepcja psychologiczna, która mówi o mechanizmie zapadki: jeśli coś nie działa, nie jest w stanie przetrwać próby czasu i po prostu ginie.

 

Po trzecie: znajdź swój punkt wyjścia

Zamiast się zapatrywać w to, czego nie masz i czego nigdy nie będziesz miała, lepiej skupić się na tym, co potrafisz.

Przez całe lata chodziłam i powtarzałam jak katarynka:

Nie, ja nie mogę pracować z ludźmi, bo ja nie jestem lekarzem ajurwedy. Ja mam diagnozować? 

Nawet, gdy pojawiła się możliwość, żebym wyjechała na studia medyczne do Indii, to stwierdziłam, że nie chcę poświęcić na to kolejnych 5 lat. Studiowałam już 8 lat i znowu mam studiować? Pomijając czas i finanse, nie chciałam się więcej uczyć. Czułam, że już pora, żebym ja już zaczęła dawać to, co dostałam.

Wtedy zaczęłam się zastanawiać co jest moim punktem wyjścia. Co już do tej pory wyniosłam? Ze swojej ścieżki osobistej, zawodowej i edukacyjnej?

Zastanów się… Jaki jest Twój punkt wyjścia? Gdzie jesteś dzisiaj? Z czym zaczynasz?

Czy Ty jesteś przedszkolanką, nauczycielką jogi czy jesteś osobą, która siedzi w korporacji i marzy o zmianie życia? Czy może jesteś mamą i po prostu chcesz coś robić, ale dokładnie nie wiesz co?

Co po drodze musi się dokładnie wydarzyć, żebyś naprawdę zajęła się Ajurwedą zawodowo?

Ucząc się Ajurwedy i poznając samą siebie w kontekście Vaty, Pitty i Kaphy, uczysz się co Ci sprzyja, a co Ci nie sprzyja.

Wtedy też rozstrzyga się to, jaka będzie Twoja specjalizacja. To, jaka jest Twoja nisza, to “coś”, w czym będziesz najlepsza.

Moim „tym czymś” na ten moment jest psychologia ajurwedyjska. Dlatego, że okazuję się, że najpierw jako psycholożka musiałam zapomnieć wszystkiego, czego nauczyłam się w trakcie studiów. A potem jak się już nauczyłam Ajurwedy to mogłam to sobie przypomnieć, połączyć i dołożyć do tego moje życiowe doświadczenie. To jest moim darem. To dar dotyczący rozumienia specyfiki działania umysłu, specyfiki działania emocji.

Ty też masz dar w sobie. Być może jeszcze go nawet nie widzisz, bo się zapatrzyłaś na kogoś i chcesz być jak ktoś inny. Może nie doceniasz tego, co Ty masz.

 

Po czwarte: myśl o perspektywie biznesowej

W tym wszystkim potrzebne jest biznesowe podejście. Uczenie się Ajurwedy to jeden aspekt: wiedzy, umiejętności, praktyki i dostosowania tego do kontekstu.

Jednak, jeśli to ma się stać Twoim zawodem, to musisz się tego utrzymywać. Dobrze jest się nauczyć jak to rozegrać, żeby ta wiedza przynosiła Ci dochody. Na początku może będą one małe, ale tendencja będzie wzrostowa. A w miarę jak Twoje dochody będą rosnąć, Ty odważniej, pełniej i chętniej będziesz podejmować kolejne działania.

Ja stale się tego uczę. Nie tylko pogłębiam swoje zrozumienie Ajurwedy, ale równolegle przez ostatnie lata spędziłam kilkaset godzin na kursach i indywidualnej pracy pod kątem budowania biznesu. Biznesu, który prosperuje, czyli przynosi dochody i który godzi to, że mam dwójkę maluchów i jestem ostatnia do siedzenia po 12 godzin w pracy.

Pamiętaj, że świat nagradza odważnych – jeśli zrobisz krok i podejmiesz działanie to na pewno znajdzie się choćby jeden klient, który powie Ci „tak” dla tego, co robisz. Może nie zapłaci Ci na początku banknotem pieniędzmi, ale dobrym słowem i podziękowaniem: Wiesz, cieszę się, że mi to powiedziałaś.

Tak długo jak siedzisz w swojej strefie komfortu, to specjalnie nic się nie zmieni.

 

Po piąte: Aspekt prawny

Ważnym aspektem w tym wszystkim jest też prawo. Na ten moment w Polsce można mówić co się chce na temat swoich kompetencji dotyczących Ajurwedy. Myślę, że niestety prawnych regulacji dotyczących Ajurwedy też jeszcze długo nie będzie.

A wystarczy popatrzeć jak sprawa wygląda w Stanach Zjednoczonych. Praktycy skrzyknęli się i stworzyli organizację, która nazywa się NAMA: National Ayurvedic Medicine Association, czyli Narodowe Stowarzyszenie Praktyków Medycyny Ajurwedyjskiej i zajmuje się przyznawaniem swoich punktów kursom, które mają sens.

To oznacza, że gdy zapisujesz się na kurs w Stanach to jesteś w stanie sprawdzić, że np. daje Ci to 5 punktów według kryteriów NAMA. Możesz sprawdzić też czy osoba prowadząca kurs jest zrzeszona w NAMA, przez co jest przez środowisko rozpoznawana jako ktoś, kto ma pojęcie o tym, czego uczy.

Z resztą, regulacje ogólnoświatowe, pochodzące od Światowej Organizacji Zdrowa mówią bardzo wyraźnie kim jest ktoś, kto nazywa siebie “konsultantem ajurwedyjskim”.

Konsultantem jest ktoś, kto ma za sobą min. 100 godzin szkolenia i praktyki. Natomiast terapeutą jest ktoś, kto ma na swoim koncie min. 500 godzin szkolenia i praktyki.

 

Po szóste: Etyka w Ajurwedzie

Duże, kolejne słowo to etyka. Myślę, że to ogromnie ważny temat, który zmusza do odpowiedzenia na pytania takie jak:

Ile możesz powiedzieć klientowi?
Co możesz powiedzieć klientowi?
Co możesz z nim zrobić?
Gdzie są granice Twoich kompetencji?

Dr Shivani uczyła nas tego tematu, mówiąc tak:

Ważne jest, żebyście wiedzieli, co możecie, ale jeszcze ważniejsze jest, żebyście wiedzieli, czego nie możecie. Żebyście potrafili rozpoznać którego klienta możecie przyjąć i poprowadzić i zrobić mu Panchakarmę od tego, którego nie możecie przyjąć i nie możecie poprowadzić, bo ma dolegliwości, które wymagają opieki lekarza.

Po siódme: Zbuduj sieć specjalistów

To oznacza, że jeśli trafia do mnie ktoś, kto ma zaburzenia psychiczne to mówię:

Słuchaj, ten psychiatra jest sprawdzony, idź do niego, on Ci pomoże.

Natomiast jeśli trafia ktoś, kto ma bardzo specyficzne potrzeby dietetyczne to odsyłam go do dietetyka, np. specjalizującego się w leczeniu pasożytów.

Nie jestem Alfą i Omegą i wiem, że są ludzie, których życie się kręci wokół określonego tematu. Są pasjonatami, a jednocześnie mają do niego holistyczne podejście. Dlatego moich klientów odsyłam do tych praktyków, którzy w tym duchu pracują. Czasem opierają się na Ajurwedzie, czasem na medycynie chińskiej, a czasem na jeszcze czymś innym, ale wszyscy mają wspólne podstawy.

W ten sposób tworzy się sieć, która pomaga klientowi zdrowieć i wydobrzeć. Ta sieć oznacza też sieć kontaktów w Internecie. To nawigowanie pośród tysiąca informacji, które są dostępne i to zrozumienie co warto czytać, a co sobie odpuścić.

Starożytna wiedza i współczesne badania

Jak Ajurweda układa się współcześnie jako nauka? Pięknie podsumowuje to jedno zdanie z lifespa.com, strony prowadzonej przez dr Johna Douillarda:

Proving ancient wisdom with modern science.

Udowadnianie starożytnej wiedzy współczesną nauką.

Jego pasją jest śledzenie tego, w jaki sposób współczesne odkrycia naukowe potwierdzają to, co Ajurweda odkryła już 5 tysięcy lat temu.

Nie tak dawno nagroda Nobla została przyznana badaczom, którzy odkryli zegar biologiczny. Coś, co Ajurweda powiedziała już dawno temu. Coś, co jest podstawową lekcją – rytm dnia, rytm nocy, rytmy sezonów, rytmy okresów w życiu.

Do innych, “współczesnych” odkryć należy też mikrobiom. Jest to jedna z podstawowych koncepcji w Ajurwedzie, która mówi o tym, że jelita i skóra są podstawą naszego zdrowia.

Inne odkrycie to molekuły emocji – sensacyjna koncepcja, która doczekała się opracowania naukowego. Z resztą, to ciekawa historia, bo autorka tego odkrycia przeszła Panchakarmę i na własnej skórze doświadczyła tego, jak Ajurweda pracuje z emocjami. To coś, co Ajurweda mówi od bardzo dawna – to, że emocje są równie realne jak wątroba czy trzustka i, że są moją fizyczną manifestacją w ciele.

Jak pięknie powiedział dr John:

Cofamy się do przyszłości. To oznacza, że możemy sięgać do Ajurwedy, by wybierać z niej te aspekty, które odkryła i opisała po to, aby udowadniać je współczesnymi badaniami naukowymi.

Niektórzy nie przyjmą tej wiedzy inaczej niż w formie tradycyjnego paradygmatu, który stawia na przetestowanie, opisanie i sprawdzenie eksperymentalne.

Dawno temu, czytając książkę „Tao Kubusia Puchatka”, przeczytałam takie zdanie:

Nie czytajcie Timesa. Czytajcie wieczności.

Dlatego kocham Ajurwedę. Czytam przekaz, który ma parę tysięcy lat doświadczenia, zaufania i niezależności od tego, jaki aktualnie panuje trend. To coś, co jest niezmienne, ponadczasowe i uniwersalne.

Przed nami masa pracy

Widzisz już, że jest chęć, otwartość, są możliwości i jest masa pracy.

Pierwszą podstawową pracą jest diagnoza. To chyba mój największy zarzut do tych form edukacji z Ajurwedą, które znam, i które obserwuję w Polsce.

Potem jest drugi element: wsparcie we wdrażaniu zaleceń. Co z tego, że klient wie, że alkohol mu szkodzi, skoro jakiś przedziwnym cudem dalej go pije i zapomina o tym, co mu szkodzi.

Ważne jest tutaj holistyczne i całościowe podejście. Na przykład, gdy przychodzi do mnie małżeństwo z problemami, które dotyczą ich dziecka, pytam o ich relację. O to, czy randkują i czy się kochają, bo tak naprawdę zdrowie tego dziecka zależy przede wszystkim od tego, jak jest między nimi.

Czwarty aspekt to uzupełnienie tego, co wiesz. Być może jesteś przedszkolanką, nauczycielką jogi lub pracujesz w firmie i zarządzasz ludźmi. Nie musisz zmieniać zawodu. Możesz dołożyć Ajurwedę do Twojej działki i nauczyć się jak być lepszą w tym, co robisz.

Wisienka na torcie? Gdy pracujesz z Ajurwedą to wzrastasz. Tak, jak ja wzrastam z każdym klientem. To, co buduje moją wolność to wybieranie rzeczy, które mi służą.

Na zakończenie dodam tyle, żebyś zaczęła od tego, gdzie jesteś.

Pamiętaj, że masz swoją unikalną dharmę. Nie musisz być lekarzem ajurwedyjskim, terapeutą, a nawet konsultantem, żeby mieć możliwość wykorzystania tej wiedzy w miejscu, w którym jesteś.

Rób to, co możesz, z tym, co masz.

 


Czujesz, że Ajurweda mogłaby być Twoją zawodową ścieżką? Zajrzyj do oferty kursu Wprowadzenie do Ajurwedy

Jeśli jesteś ciekawa mojej historii z Ajurwedą, dowiesz się o niej więcej z wpisu Jak zaczęła się moja przygoda z psychologią ajurwedyjską?