Moja historia z Ajurwedą w tle

Pozwól, że powiem Ci trochę więcej o mnie. O tym, kim jestem i jak wyglądała moja droga do miejsca, w którym dzisiaj się znajduję.

Od wczesnych lat w moim życiu pojawiały się tematy związane z dbaniem o zdrowie. Chyba przede wszystkim dlatego, że gdy miałam dziesięć lat, zamieszkałam z moimi dziadkami, którzy od tego czasu mnie wychowywali.

Mieli wtedy ponad sześćdziesiąt lat, więc tematy zdrowia przewijały się na porządku dziennym.  Ten temat zawsze mnie fascynował.

Mój dziadek był taką osobą, która się zaczytywała w mądrych książkach o zdrowiu w ujęciu medycyny naturalnej. Z kolei, moja babcia miała masę wiedzy, takiej “polskiej Ajurwedy”, wyssanej z mlekiem swojej matki czyli mojej prababki. Wiedzy, pochodzącej z obserwacji natury i wglądów na temat tego, co zrobić, żeby zadbać o zdrowie.

 

Dziewczyna w dużym mieście

Mieszkałam na wsi, więc kiedy wyprowadziłam się do miasta na studia, miałam wielkie nadzieje. Poszłam na polonistykę, sądząc, że te studia będą spełnieniem moich marzeń. Po pierwszym roku płakałam i czułam się bardzo rozczarowana: studiami, towarzystwem, miejscem..

“Studiowałam na UJ-cie” – to dumnie brzmi, ale prawda jest taka, że o “gołębniku” (czyli o miejscu, gdzie studiuje się polonistykę), mówi się, że panuje tam “wieczny listopad”.

Ciemne, przestronne wnętrza i prehistoryczna wiedza (bynajmniej nie Ajurweda). Zamarzyło mi się, żeby zmienić kierunek studiów i tak trafiłam na psychologię.

Jako ambitna Pitta, dokończyłam i polonistykę, i psychologię. Studiowanie dwóch kierunków równolegle sprawiało, że spędzałam całe dni poza domem. Były takie dni, że wychodziłam do szkoły o ósmej, a wracałam o dwudziestej drugiej.

Michał, z którym już wtedy byłam, dużo podróżował. Często nie było go w domu, a ja cały dzień biegałam po mieście, biorąc udział w różnych wykładach i zajęciach dodatkowych.

Jak możesz się domyślać, taki intensywny tryb życia wkrótce doprowadził mnie do pierwszych zaburzeń.

Te zaburzenia na początku zaczęły się bardzo prosto: palenie papierosów – dla relaksu, jedzenie pączków – dla relaksu, dużo czasu spędzonego na zakupach – dla relaksu.

Właściwie to nie były żadne konkretne problemy, ale niezbyt konstruktywne zachowania, które pomagały mi poradzić sobie z całym tym zamieszaniem, które wtedy miało miejsce.

Z problemami związanym ze studiami, ale też  życiem rodzinnym, bo mniej więcej w tym czasie zaczął bardzo poważnie chorować mój tato, a wkrótce później zmarł… Ze zdrowiem moich dziadków też było różnie… krótko mówiąc, miałam poczucie, że dźwigam na swoich ramionach cały świat.

Już wtedy zaczynało mi być zimno. Miałam przemarznięte stopy, przemarznięte ręce, a moja garderoba na zimę składała się z wełny.

Na szczęście zawsze dobrze spałam, ale największe problemy miałam z zajadaniem emocji i z powodu napychania się różnymi rzeczami w nadmiernych ilościach, zaczęłam mieć lekkie zaburzenia układu pokarmowego.

Czasem bolał mnie żołądek, czasami miałam tendencje do zaparć i wzdęć. To wszystko zaczęło się coraz bardziej komplikować, a ja zupełnie nie potrafiłam się w tym połapać.

 

Pierwsze spotkanie z Ajurwedą

I tak trafiłam na jogę, gdzie poznałam moją pierwszą nauczycielkę jogi i Ajurwedy. Popatrzyła na mnie i powiedziała:

Wyglądasz jakbyś niosła słonia na ramionach – tak Ci jest ciężko.

Zobaczyła to, co tkwiło głębiej.

Do tego wyglądała przepięknie – właściwie żadnego makijażu, gładka skóra, elastyczna, gibka, witalna. Pomyślałam:

Ta Ajurweda to musi być coś! Chcę się tego nauczyć.

Byłam bardzo spragniona wiedzy i wertowałam książki o zdrowym odżywianiu, o zdrowym jedzeniu…

Wtedy jeszcze nie korzystałam tak często z internetu jak teraz. Kto by pomyślał, że dziesięć lat później będę prowadzić webinary 🙂 Wtedy opierałam się głównie na książkach, ale co książka to inna koncepcja. Nosiłam w sobie ogrom pytań:

Komu mam zaufać? Kogo mam słuchać?

Skąd wiem, że to, co przeczytałam w tej książce, jest godne zaufania?

Skąd wiem, że to jest sprawdzone, że mi nie zaszkodzi, że jest całościowe?

Zastanawiałam się jak i od której strony się do tego zabrać. Próbowałam coś na własną rękę, ale trafiałam na ścianę. Moje stare nawyki doprowadzały mnie ciągle do tych samych miejsc.

Wymarzyłam sobie, że potrzebuję przewodnika. Kogoś, kto mnie nauczy jak się w tej całej wiedzy poruszać.

Moje serce wybrało Ajurwedę i w ten sposób poznałam doktor Shivani i doktora Mahesha.

Dowiedzieliśmy się z Michałem, że w Dharamsala, na północy Indii, znajduje się ich klinika Ajurwedy. I nie sprawdzając zbyt wiele, pojechaliśmy na kurs Ajurwedy w to przepiękne miejsce.

 

Mój punkt odniesienia

W tej całej gonitwie i szukaniu wspólnego mianownika w różnych dolegliwościach, które miałam, Ajurweda stała się moim punktem odniesienia.

Tym bardziej, że one moje objawy były całkowicie niespecyficzne. Nie miałam konkretnej diagnozy. To były ciężkie do uchwycenia, ale uciążliwe dolegliwości, które utrudniały mi codzienne życie i obniżały jego jakość.

Kiedy trafiłam na Ajurwedę,  poczułam, że mam jeden punkt odniesienia. Moja naturalna ciekawość, która do tej pory sprawiała, że miałam pięćset książek na półce, teraz szła w głąb. Byłam w obrębie jednej dyscypliny, ale dążyłam ją i coraz bardziej zgłębiałam.

Oprócz tego, zrozumiałam jaka jestem. Mimo, że uczyłam się Ajurwedy dopiero po pięciu latach studiowania psychologii. na której przemaglowali nas wzdłuż i wszerz. Dopiero, gdy weszłam do świata Ajurwedy, zrozumiałam jaka jestem. Jakie są moje mocne strony i  pięty Achillesowe.

Poczułam, że jestem niezależna od suplementów, leków i ekspertów. Że mogę wykorzystać Ajurwedę w praktyce, bo daje mi wolność w ramach które ustala jako medycyna naturalna, oparta na obserwacji natury.

Ajurweda mówi: Weź odpowiedzialność. Zobacz jak dużo możesz zrobić. Do tego zobaczyłam w niej indywidualne podejście. Podejście, które się zmienia  się od człowieka do człowieka, w zależności od tego, skąd przychodzi, czym dysponuje i na co cierpi. W zależności od tego, jakie są właściwości jego ciała i umysłu.

To wszystko pomogło mi skorzystać z Ajurwedy. To wszystko może pomóc i Tobie.

 

Nauka w Indiach

Uczyłam się Ajurwedy w Indiach, w miejscu, w którym żyje Dalajlama i Tybetańczycy. Dzięki temu poczułam też wagę współczucia.

Poczułam jak ważna jest empatia dla siebie samej w całej tej podróży ze zdrowiem, w tych wszystkich zrywach i chaotycznych próbach.

W tym Nie piję kawy, a potem wracaniu do kawy.

W tym Już nie będę jeść cukru i podjadaniu ciasteczek.

W tym całym poczuciu zagubienia i cierpienia.

Do tego moja nauczycielka, doktor Shivani, jest uosobieniem radości, więc poważne tematy o wątrobie, jelitach i trzustce przeplatały się z radosnym śmiechem. Z lekkością w mówieniu o tym, co jest życiem i zdrowiem.

Pomogli mi również ludzie – przede wszystkim mój mąż. Mam to szczęście, że dzielę życie i pasję z osobą, która wie o czym mówię. Cieszą nas te same rzeczy i razem żyjemy Ajurwedą.

A do tego, to, co mi pomogło i pomaga mi nadal, to konkretne, powtarzalne procedury. Możesz je nazwać “nawykami”, “sposobami” lub  “rytuałami”. Słowa są nieważne. Ważne jest to coś, co jest sprawdzone od kilku tysięcy lat i działa.

 

Mam niezmienne oparcie

Z tego wszystkiego powstaje coś pięknego: życie staje się prostsze, bo mam stały punkt odniesienia. Stały, stabilny i sprawdzony.

Kiedy się pojawia jakaś nowinka (czyli co chwilę) to, często się nią w pierwszym momencie zachwycam. Ale chwilę potem odnoszę to do Ajurwedy. Do mojej bazy. Wracam swojego domu i wszystkie te informacje, które do mnie przychodzą czytam przez pryzmat tej wiedzy.

Wiesz co mi to daje? Nie mam zamieszania w głowie. Nie jestem zagubiona. Najczęściej okazuje się, że te pociągające książki i koncepcje są po prostu fragmentem Ajurwedy, który został rozbudowany do jakiejś całej książki. Albo są kompletną bzdurą, bo i tak bywa.

 

Psychologia z nutą holistyki

Kiedy zaczęłam pracować z klientami, zwrócili moją uwagę na to, o czym ja sama już zapomniałam: na to, że jestem psychologiem. Przychodzili i mówili:

Pani jest psychologiem. Może pomoże mi Pani zrozumieć te dolegliwości, które mam?

Bo to nie jest takie proste.

Z wieloma moimi klientami przechodzę na “Ty” i wtedy mówią mi:

Słuchaj, Marysiu, Ty jesteś psychologiem, może zrozumiesz? To wszystko jest takie pokręcone.

Mają nadzieję na to, że obejmiemy te dolegliwości jednym tchem. Całościowo.

Jednym tchem mówią mi o tym, co jedzą, gdzie mieszkają, jaką mają pracę, czy mają męża i jakie mają z nim relacje, czy mają dzieci, czy są zadowoleni, jak się wypróżniają, jaki mają apetyt, jakie mają pragnienia i… jakie mają pragnienie.

Te wszystkie elementy składają się na holistyczny obraz zdrowia.

Często klienci mówią:

Wiesz, nikt mnie wcześniej nigdy o to nie pytał.

Czasem mówią też trochę przerażeni:

Wiesz, nikt o mnie nie wie tyle, co Ty.

Wtedy zazwyczaj ich uspokajam i odpowiadam: Nie przejmuj się, przecież ja to wszystko zapominam!

Kto mnie zna, ten może potwierdzić. Oczywiście, kiedy spotykam się z kimś podczas kolejnej konsultacji to podłączam się znowu do tego strumienia, żeby pamiętać osoby, z którymi wówczas jestem.

 

Ajurweda może być dla Ciebie jak powrót do domu

Możesz podróżować w różne miejsca (dosłownie i w przenośni) i wracać do niej, bo ona się nie zmienia. Trwa i nic się w niej nie zmienia i nikt nie podważa jej założeń. Amerykańscy naukowcy mogą ewentualnie potwierdzać.

Tak jak chociażby jedna z ostatnich nagród Nobla potwierdziła to, co Ajurweda mówiła już od pięciu tysięcy lat: że w naszych komórkach znajduje się zegar biologiczny, który steruje aktywnościami naszych organów.

Ajurweda to wiedza o życiu. Naturalna, lekkostrawna i zrozumiała. Mimo, że wielu ludzi czyta o Ajurwedzie i tak jak to powiedziała moja przyjaciółka Dominika:

Czytają i mają wrażenie, że chyba ktoś chciał tę całą wiedzę zatrzymać w Indiach – tak trudno ją zrozumieć.

Ale kiedy się tę wiedzę przełoży się na praktyczne przykłady łatwo dostrzec to, że Ajurweda w rzeczywistości jest bardzo prosta.

To, czego się możesz spodziewać to to, że powiesz tak, jak mówi bardzo wielu moich klientów:

Zaczynam rozumieć dlaczego zachorowałam.

Wszystko zaczyna się układać w logiczny ciąg przyczyn i skutków.

Poznaję sprawdzone rozwiązania i czuję ulgę.

Jestem bardziej niezależna.

Wychodzę zainspirowana do zmiany. Mam chęć, ochotę i wiem jak.

Mam w ręku konkretne wskazówki i pomysły na dalszą drogę.

 

Moi klienci mówią też:

Mam Ciebie. Mogę do Ciebie wracać i mogę z Tobą rozmawiać o tym co jest i o tym, co dalej.

Wiem, że jesteś, wiem, że mogę w jakiś sposób skorzystać z tej Ajurwedy.

Dlatego mówię, że Pomagam ludziom skorzystać z Ajurwedy. Nie usiadłam sobie któregoś dnia i nie wymyśliłam tego gładko brzmiącego hasła. Wzięło się  to stąd, że jeden klient, drugi, dziesiąty, setny… wszyscy powtarzali mi to samo: Dzięki Tobie mogę skorzystać z tej wiedzy.

Wiesz co jeszcze mówią moi klienci? Najczęściej w ich słowach pojawia się wdzięczność, która płynie do Ajurwedy. Do mnie również, jako kogoś, kto to przekazuje, ale często pojawiają się tam słowa, że Ajurweda otwiera, pomaga, że prowadzi krok po kroku.

Że ta wiedza jest bezcenna, ponadczasowa i uwalniająca.

A dla mnie najpiękniejsze jest to, że każdy z tych klientów niesie to dalej. 

W ten sposób ta wiedza o życiu idzie szerzej, ogarniając coraz większe grono ludzi i kolejne pokolenia. 

 


To Twoje początki z Ajurwedą? Zapraszam Cię do obejrzenia nagrania Pierwsze kroki w Ajurwedzie

Jeśli chętnie dowiesz się o tym, co leży u podstaw zdrowia, zajrzyj do wpisu Od czego zaczyna się zdrowie?