Biznes holistycznie, czyli jak? Pyta Bartłomiej Świstak Piotrowski
How I started my holistic business
19 lipca 2022
Być sobą w biznesie? Pyta Diana Mazur
20 lipca 2022

Biznes holistycznie, czyli jak?
Pyta Bartłomiej Świstak Piotrowski

20 lipca 2022

Jak niedogodności inspirują do działań, które przynoszą sukces? Czy krótkotrwałe cierpienie może pomóc uniknąć cierpienia długotrwałego? Poznaj holistyczny biznes, który chroni pięty achillesowe i rozwija Twój potencjał. 

To niektóre z tematów, poruszonych w tym odcinku podcastu Agni Ajurweda. Dobra, głęboka rozmowa o tym, co stanowi fundament prowadzenia firmy w duchu holistycznym. 

Znajomość siebie i samoświadomość to krok w stronę sukcesu.

Wyobraź sobie, że wiesz dokładnie, jakie są Twoje asy. Precyzyjne ich używasz, budujesz na nich swoją strategię biznesową. 

A teraz pomyśl, że równie doskonale znasz swoje pięty achillesowe. Wiesz, jak je chronić i sprawiać, że nie są dla Ciebie problemem.

Dobre fundamenty, prawda?

Ajurweda uczy, jak chronić słabe obszary i rozwijać silne strony. Zarówno na poziomie ciała, jak i umysłu.

Zapraszam do posłuchania rozmowy z Bartkiem Piotrowskim alias Świstakiem, który zadaje mi pytania w bardzo ciekawy i nieoczekiwany sposób.

Jeśli wolisz przeczytać tę rozmowę, to poniżej znajdziesz transkrypcję.

Maria: Dzień dobry, witam Cię bardzo serdecznie Świstak i dziękuję, że przyjąłeś zaproszenie do mojego podcastu, po raz drugi, tym razem w roli kogoś, kto pyta.

Bartłomiej: Tak, chętnie się dowiem coś więcej od Ciebie, nawet jedno pytanie sobie zapisałem na karteczce, od którego pewnie będę chciał zacząć.

Maria: Zanim zaczniemy, powiedz parę słów o sobie, żeby było wiadomo, z jakiego kontekstu pochodzą Twoje pytania.

Bartłomiej: A ok. Jestem konsultantem strategii w biznesie, pomagam właścicielom firm usprawnić ich biznes, żeby mieli więcej czasu dla siebie lub więcej pieniędzy, a czasem udaje się to połączyć. 

Maria: Brzmi dobrze. 

Bartłomiej: Tak, to prawda. Moim celem życiowym jest służyć innym ludziom i mam ADHD, więc robię dużo projektów, mam swoją agencję reklamową, social mediową, studio, fundację, która pomaga start up’om i tak dalej. Więc udzielam się w turkusowych śniadaniach Polska, dużo robię, z dużej ilości kontekstów takich komunikacyjno-biznesowych. Będę raczej pytał Cię z tej strony, ale zobaczymy. Nie czuję, że jestem w jednej konkretnie ramce, tylko tak skaczę po różnych, więc nie wiem, czy da się to tak określić już na samym początku, co będzie efektem tych pytań, bo mam tylko jedno pytanie, więc nie wiem, jakie będą następne.

Maria: Ciekawa jestem, dawaj. 

Bartłomiej: Ono będzie prosto z… nie będzie idealne, ale będzie prosto, trochę też z serca. No, bo zacznę od tego, że mam taki trochę wątek, no nie będę ukrywał, zazdrości, jestem pod wrażeniem, jak Ci się to udało, bo mam wrażenie, że zaczynaliśmy trochę w podobnym czasie w biznesie i miałem takie wrażenie, nie będę ukrywał jest to oceniające: „e no ta Ajurweda, takie jakieś, coś dziwnego, a ona online jeszcze próbuje to robić, przecież z tego nie będzie pieniędzy, żadnego dużego biznesu”. My mniej więcej o tyle, o ile w takim bieżącym kontekście byliśmy wtedy, kiedy Ty zaczynałaś. Ja sobie tak myślałem, e no nie… jeszcze czasem coś usłyszałem od mojej żony, że tam coś tak fajnie poszło, a to mniej. Więc takie miałem wrażenie, że coś tam sobie ta Marysia ogarnia, ale jaki tam wielki biznes z tego nie będzie.

Maria: Dzięki za szczerość. 

Bartłomiej: Uznałem, że nie będę się tam ten… A teraz jest zupełnie inny kontekst, Ty masz współpracowników, wyniki finansowe, więc gdzieś jest to jakiś sposób sukces, oczywiście można go definiować różnie, no ale po drodze jest też dwójka dzieci, no jest też relacja z partnerem, więc no w zasadzie wydaje się, że kurczę, no i życie zawodowe, prywatne ogarnięte. No i jak Ci się to udało, w sensie, że to, co na pewno zdążyłem zaobserwować, to, że w jakimś kontekście umiesz odpuszczać,, w sensie, że to jest ważny skill. No ale to nie jest wszystko, nie? Więc, pewnie tego typu pytanie miałaś, natomiast ono jednak jest w kontekście takim, no który przedstawiłem… 

Maria: Dzięki za szczerość, bo myślę, że tą emocję, o której mówisz, często ludzie czują, jak patrzą na różne biznesy, również na mój biznes i jak powiedzą to na początku tak, jak Ty to zrobiłeś, to od razu łatwiej się rozmawia. Ja mogę też być bardziej otwarta, bo to jest naturalne, że trakcie emocje się pojawiają. 

Ja również, jak patrzę na biznesy, które są dla mnie inspiracją, to też miewam takie uczucia i zastanawiam się, no jak to się w ogóle udało, jak to się kręci i tak dalej. I faktycznie tak jest, że jak zaczynaliśmy w mniej więcej podobnym czasie, to nie tylko Ty miałeś takie odczucie i nie tylko Ty miałeś taką opinię, że a coś tam. Ale ogólnie to zdanie, że z Ajurwedy nie będzie pieniędzy, to słyszałam bardzo wiele razy, w różnych kontekstach, chyba tak najbardziej pamiętam to, jak powiedziała to do mnie po raz pierwszy graficzka, po takiej nieudanej współpracy nad plakatem reklamującym warsztaty kulinarne. Ona wtedy była bardzo ustawiona, że tak powiem, bo właśnie weszła w związek z kimś, kto robił takie ogrodzenia z kutego metalu i ogólnie to były duże pieniądze i pamiętam, jak tak popatrzyła na mnie z wyższością i powiedziała, że „wiesz, na tym się nie zrobi w Polsce pieniędzy”.

Bardzo jestem jej wdzięczna za to zdanie, zresztą miałam okazję jakieś 2 lata temu podziękować jej osobiście, bo nieraz w trudnych momentach wracałam do tego zdania, zadając sobie pytanie, czy aby na pewno i budził się we mnie taki duch przekory, czy aby na pewno ona miała rację, czy to jest tak, jak ona mówiła, czy może jest inaczej. I nawet nie w sensie, że ja teraz udowodnię, że może być inaczej, tylko to odkryje odpowiedź na to pytanie, jak to faktycznie jest z tą Ajurwedą i z tym zarabianiem na niej. 

A przechodząc dalej do odpowiedzi na to pytanie, jak to się udało, to sama Ajurweda jest odpowiedzią na to pytanie, czyli to, co mi daje Ajurweda, to, co daje każdemu, kto w nią głębiej wejdzie, to lepszą znajomość siebie i większą samoświadomość. Ta samoświadomość obejmuje i asy w rękawie, czyli talenty, dary, powołanie, to, co Cię kręci, to co sprawia, że czas przestaje istnieć, ale też pięty achillesowe, czyli to, co niedomaga i to zarówno w ciele, na poziomie fizycznym, coś takiego, jak marznące stopy, jak kłopoty z zasypianiem, jak tendencja do tego, żeby oczy były przekrwione, zaczerwienione i tak dalej. 

Ale też na poziomie różnych stanów czy stanów emocjonalnych, które często mogą towarzyszyć, takich, jak na przykład tendencje do lęku, czy taka łatwość wpadania w stany lękowe, w lęki, w niepokoje czy tendencja do złości, łatwość irytowania się. Czy w końcu ten ostatni element, to takie pięty achillesowe związane z przekonaniami, związane z doświadczeniami, czyli z tym, jak wpłynęło na nas życie i w rezultacie tego, jak myślimy o sobie, jak myślimy o świecie. Duża samoświadomość, która przychodzi z Ajurwedą, umożliwiła mi zobaczenie tych kart, które mam na ręku, takie mam talenty, takie mam asy w rękawie, takie mam pięty achillesowe i potem przesunięcie się dalej. Czyli skoro mam takie pięty achillesowe, to jak mogę je chronić, rozwijać, wzmacniać. Kogo mogę zaprosić do współpracy, czy to mentoringowej, czy to coachingowej, czy to jakiejkolwiek innej, kto będzie mnie wspierał od strony ochrony tych właśnie punktów i z drugiej strony, jak stworzyć sobie takie warunki, w których moje talenty będą, jak najpełniej wykorzystane. Przy jednoczesnej ochronie tego właśnie, co jest taką moją słabą stroną i myślę, że na tym się zasadza ten sukces. 

Bo zobacz, że w moim przypadku biznes online nie pochodził z przymusu, ja wybrałam pracę online i prowadzenie konsultacji zdalnych, około chyba 2018 roku, długo przed tym, zanim to się stało must dla większości ludzi. Wybrałam tę formę uczenia, prowadzenia również Szkoły Ajurwedy, z tego powodu… na prostym przykładzie Ci to pokażę, że bardzo lubię uczyć, mam łatwość uczenia, ale męczą mnie te wszystkie rzeczy, które są pomiędzy. Jeśli uczę, na przykład 3 godziny i jest piętnastominutowa przerwa, to ja w tej piętnastominutowej przerwie najchętniej z nikim bym nie rozmawiała, chciałabym wyjść z tej przestrzeni, pobyć w ciszy, zregenerować się i tak stuprocentowo odpocząć. 

Bartłomiej: No i na online jest to możliwe. 

Maria: Tak i tak samo przed i po, to, co ludzie lubią, te wszystkie small talk przed warsztatem i to takie łączenie się po i te wszystkie rozmowy pomiędzy. Dla mnie w tej sytuacji, w której jestem kimś, kto prowadzi, są męczące, rozpraszające moją uwagę i cały czas też używające tego samego medium, którym pracuję, czyli głosu i umysłu, myślenia. Więc online, czyli wersja taka, że ja mogę mieć cicho przed i robić to, co chcę, czyli na przykład nic, potem się włączyć na godzinę, dwie, 3 czy ileś tam, a potem się wyłączyć i od razu przejść w ten stan, który mnie relaksuje, którym jest po prostu brak konieczności odpowiedzi. 

Już nie będę mówić, że kończę webinar i medytuję, bo nie jest tak, ale kończę webinar czy kończę warsztat, spotkanie i jestem w ciszy, nie muszę reagować na pytania, na zaczepki, nie muszę patrzeć i to sprawia, że dużo szybciej się regeneruję po takich intensywnych okresach dawania. A to z kolei w prostej linii prowadzi do większej produktywności, bo skoro ja działam na maksa wtedy, kiedy uczę, jestem w swoim żywiole, to jest mój dar, to jest moja pasja, to jest moje powołanie i mam te bufory, które mnie relaksują przed i po, to znaczy, że będę w stanie częściej być w tym przepływie, w tym tworzeniu inspirujących treści, ale też pomysłów, strategii. I jak popatrzysz z boku, to tych owoców mojej pracy będzie więcej niż gdybym tą samą siebie osadziła w innym kontekście. W kontekście, w którym musiałabym się mierzyć z tym wszystkim, co zjada moją energię życiową i na te faktyczne rzeczy zostawałoby jej mniej.

Bartłomiej: Okej, dzięki. Ja to jednak pociągnę, aczkolwiek nie ten najnowszy wątek, który wspomniałaś, ale powiedziałaś o tym ochranianiu i wzmacnianiu. No, bo fajnie, że Ajurweda to daje, fajnie, że daje to też z poziomu ciała, więc jakby, w tym kontekście łącznie tej warstwy intelektualnej i cielesnej nie wszędzie występuje, nawet w mniejszej ilości pojęć, można było powiedzieć, bo jest ten jakiś tam, nie wiem, loven czy coś tam, no to on daje to trochę z ciała i tak dalej. Ale powiedzmy, że tych z ciała łączących z tym intelektem jest mniej. No, ale zostawiając już to… jakby w sensie już nawet, że okej, no niektóre dają to bardziej z głowy, inne dają to bardziej z ciała. No, ale są ludzie, którzy, na przykład, nie wiem, psychologowie albo trenerzy personalni. Więc jedni, drudzy w jakiś aspektach tak generalnie mają ten kontakt, szansę tego kontaktu z tymi swoimi niedoskonałościami i z tymi swoimi mocnymi stronami, ze względu na studia. Jedni bardziej fizycznie, inni bardziej intelektualnie, oczywiście można powiedzieć, no fajnie byłoby to jeszcze połączyć. No, ale to nie wystarczy, no nie? 

No i teraz, co było Twoją motywacją do tego, żeby mieć, to, o czym mówi Brene Brown, którą uwielbiam, co było Twoją motywacją do tego, żeby umieć się przyznawać przed sobą do swojej niedoskonałości i coś z tym robić. A z drugiej strony, też takim zdrowym balansem, bo też pracą nad tymi mocnymi elementami. Duża część ludzi, która pracuje nad sobą, koncentruje się tylko na jednym z tych aspektów, czyli albo rozwija tylko to, co fajne i tam niefajne pal 6 albo cały czas tylko to, co najgorsze i to, co najgorsze, byle podnieść tak troszeczkę, a te dobre to tam gniją. Więc to nie wystarczy, tylko wiedzieć, żeby z tym działać i żeby z tym działać na takim szerokim zakresie. To jest pytanie o motywację do tego i jak to robisz, jak to robiłaś, że ta ochrona i wzmacnianie u Ciebie następuje. 

Maria: Całkiem szczerze, motywacją jest cierpienie, cierpienie na poziomie fizycznym wtedy, kiedy coś mnie boli, kiedy czuję, że nie działa tak dobrze jakby mogło działać. I cierpienie na poziomie psychicznym, kiedy marzę o jakiejś innej rzeczywistości w znaczeniu, że wyobrażam sobie tą samą sytuację, ale czuję się w niej bardziej komfortowo, bardziej spełniona, bardziej radosna, bardziej rozluźniona i to, co sobie wyobrażam, to do czego dążę jest w kontraście z tym, co czuję teraz, czyli cierpię. 

Czuję taki rozdźwięk pomiędzy tym, jak wiem, że mogłoby być, jak widzę, że bywa, jak być może bywało w przeszłości w moim życiu, a tym, jaki jest mój stan obecny. I zamiast sięgać po doraźne rozwiązania, których nie wiem, jak Ty, ale ja się napatrzyłam dosyć dużo w trakcie studiów psychologicznych na wspaniałych psychologów, którzy prowadzili warsztaty z litrową colą, na kultowe treningi twórczości, gdzie się zaczynało od zjedzenia pudełka ptasiego mleczka, na fantastycznych psychoterapeutów, którzy na przerwie palili papierosa za papierosem. 

Dla mnie zawsze te cukry, papierosy, alkohole i innego rodzaju takie doraźne sposoby na podnoszenie energii, rozluźnienie napięcia, to zawsze długofalowo wydawało mi się nieskuteczne, zresztą doraźnie też było mało interesujące dla mnie, bo było zniewalające, a to godzi w moją pierwszą podstawową wartość, którą jest wolność. Więc tutaj mam konflikt z nawet najlepszym pączkiem, papierosem i winem, bo to są rzeczy, które stosowane często, nawykowo odbierają wolność. Ale wracając do tego, czułam, że można na inne sposoby szukać złagodzenia tego cierpienia, czymkolwiek ono jest, nie poprzez zalewanie tego kofeiną, Coca colą, cukrem, papierosami czy nadmiarem stymulacji, czy nadmiarem uczenia się, bo widywałam też takie sposoby radzenia sobie ze zbyt niskim poczuciem własnej wartości, małą pewnością siebie. Widziałam ludzi, którzy byli uzależnieni od kolejnych treningów, dyplomów, statusów, tytułów. Zresztą między innymi dlatego nie poszłam na studia doktoranckie, bo doszłam do takiego momentu w sobie, że zrozumiałam, że poszłabym na nie dlatego, żeby sobie dołożyć pewności siebie przez dr przed nazwiskiem, a to nie o to chodzi. I najpewniej i tak by mi nie przybyło pewności siebie, skoro tak bym je potraktowała. 

Więc naprawdę pierwszym słowem, które do mnie przyszło i jeszcze raz je powtórzę, to jest cierpienie, cierpienie i chęć znalezienia czegoś, co relatywnie trwale… bo sam wiesz, jak miałeś trudne sytuacje, to trwale to może być na 15 minut, na dzień, na tydzień, na miesiąc, na rok, na zawsze. W każdym razie przyniesie ulgę w sposób globalny, w sposób holistyczny, czyli całościowy, nie tylko na tą jedną część, która boli i mówię tutaj zarówno o ciele, jak i o psychice, o emocjach, o doświadczeniach życiowych, tylko na cały ten stan. Na moje całe istnienie, czyli jak mnie boli ręka, to patrzę na to bardziej całościowo, jak czuję się niepewna siebie, to patrzę na to bardziej całościowo. I to holistyczne spojrzenie, to znowu jest coś, co pociąga mnie w Ajurwedzie, pociągnęło mnie na początku i pociąga mnie do dzisiaj. 

Bo jak pytałeś o to, ja tak zrozumiałam to pytanie, jak to robić, żeby patrzeć na całość, a potem wybierać, na czym się teraz skupić i wybierać różnorodnie i w sposób zmienny, czyli nie w kółko to samo, w kółko na te słabości albo tylko na jedną cechę, bo to wiemy, że z tego robi się tak zwany niezrównoważony rozwój, czyli pewne umiejętności się bardzo rozwijają, a inne kompletnie nie. Tylko jak patrzeć na to, tak właśnie całościowo i w taki sposób elastyczny. 

I powiem Ci tak, jak kiedyś powiedziała moja przyjaciółka, rozmawiałyśmy o tym, jakie ludzie mają oczy i ona powiedziała coś takiego, no ten człowiek to miał takie oczy tygrysa, tak był gotowy, wiesz, w uśpieniu czekał, żeby zaatakować. I tak nie do końca wiedziałam, o co jej chodzi, ale zapytałam jej i mówię, a powiedz mi, co byś powiedziała o moich oczach, jakie ja mam oczy i ona tak na mnie wnikliwie popatrzyła, to jest bardzo wnikliwa, doświadczona kobieta i powiedziała, Ty masz oczy drapieżnego ptaka. I zastanawiałam się przez długi czas, co ona miała na myśli, zostawiłam to tak, nie dopytując o szczegóły…

Bartłomiej: Czyli perspektywy.

Maria: I to jest ta perspektywa. Bo zobacz, drapieżny ptak, to jest ptak, który lata wysoko, widzi szeroko, ale też potrafi się skupić do maksymalnej zabójczej dosłownie precyzji, wtedy, kiedy wybierze tą jedną rzecz, na której się skupia. Ale ponieważ ta rzecz się zmienia, to on znowu wznosi się wysoko, patrzy i wybiera kolejny cel. I to jest ta umiejętność, którą mam, mam ją od zawsze, ale też ją rozwijam i wierzę w to, że można rozwijać takie umiejętności w sobie, jest szereg narzędzi, które temu służą, na czele z Ajurwedą, która co jakiś czas może być sposobem na sprawdzenie, hej, jesteś tu, jak Ci jest w życiu osobistym, jak Ci jest w życiu zawodowym, jak Ci jest w Twoim kręgosłupie, stawach, w Twoim śnie, w Twoim lęku, w Twojej złości. 

Można sobie zrobić taki globalny jakby check up, samodzielnie, co najciekawsze, po to, żeby sprawdzić czy ten rozwój rzeczywiście odbywa się w taki sposób całościowy i czy Ty się rozwijasz jako człowiek. Czy być może zabrnąłeś w taką ślepą uliczkę, którą bardzo dobrze oddaje opowieść jednej z moich przyjaciółek z czasów studiów, która mówiła o muzykach i mówiła o tym, jak ci muzycy, jaki oni mają słuch, jak genialnie wykonują utwory, ale mówiła też o tym, że jak weszła w to środowisko, to zobaczyła, że to są zarazem ludzie, którzy nie mają pojęcia o tym, co się dzieje na świecie, mają duże niedobory w takiej powiedziałabym, w takiej komunikacji z innymi ludźmi, dlatego właśnie, że wiele godzin dziennie spędzają na doprowadzaniu do perfekcji swojej umiejętności grania. 

I dla mnie ten tej obraz, to był jej obraz z czasów szkoły muzycznej, w której nie czuła się tak dobrze. Ale ten obraz bardzo mi został w pamięci jako taki świetny przykład tego, że można być mistrzem w jednej dziedzinie i wręcz upośledzonym, w cudzysłowie, wielu innych. I to się dla mnie stało punktem odniesienia do tego, jak ja bym chciała.

Bartłomiej: Że nie chcesz być upośledzona. 

Maria: Ja nie chcę być upośledzona i to na poziomie fizycznym, na poziomie emocji, psychiki i nie chcę też, żeby moje pełne sukcesów życie zawodowe, upośledzało moje życie prywatne i w drugą stronę, nie chcę się zabarykadować w tych rolach rodzinnych, które z czasem się kończą kosztem sukcesu i spełnienia zawodowego. 

Bartłomiej: No duża część ludzi trochę przy tym rozdzielaniu work-life balance, trochę zapomina, że oba te obszary mają istnieć, i albo, że one się w dużej mierze przenikają, to jest rzecz, która jest z mojej perspektywy fundamentalnie istotna. No dobra już mam, pytań już mi nie braknie, bo już mam jakieś pozapisywane. Ciekawi mnie wątek tego nadmiaru uczenia się, o którym wspomniałaś, który zaobserwowałaś u niektórych. Jak nad tym, Twoim zdaniem, próbować zapanować, jeżeli ktoś ma taką potrzebę nadmiaru uczenia się, to jak zapanować nad tym, żeby to uczenie nie było niezbędne do poczucia bezpieczeństwa, bo to jest ten kierunek. Co byś tutaj sugerowała? Chociaż nie wiem czy to nie jest pytanie o Tobie, no ale to jest rzecz, która mnie najbardziej ciekawi.

Maria: No to jest dobre pytanie, bo tutaj jest kilka wątków. Znowu zaczęłabym od takiego ajurwedyjskiego samopoznania, czyli od pytania, czego Ty szukasz w tym uczeniu się, w tym jedzeniu, w tym podróżowaniu, czy w tym, włóż sobie tu cokolwiek co chcesz, czego tam szukasz. Czy szukasz tam potrzeby bezpieczeństwa, czy szukasz tam poczucia własnej wartości większej, poczucia, że wiesz, co się dzieje, poczucia kontroli, jaka jest ta fundamentalna potrzeba, którą zaspokajasz poprzez to coś, na przykład uzależnienie w cudzysłowie znowu, żeby być co tydzień na każdym webinarze, który prowadzi jakiś tam ekspert od marketingu, bo jesteś przekonany, że jak będziesz, to będziesz wiedział co jest grane i będziesz na czasie z trendami. 

Tutaj naprawdę proponuję szczerość taką do szpiku kości, ponieważ nikomu nie musisz mówić o swojej odpowiedzi, tylko sobie, jaka jest taka szczera, uczciwa odpowiedź. Jak ja się zastanawiałam nad studiami doktoranckimi, to moja szczera, uczciwa odpowiedź, z którą się nie obnosiłam, była taka, że poszłabym na to z niewłaściwych pobudek, z niewłaściwych pobudek siedziałabym 4 czy 5 lat na studiach, które miałyby mnie dowartościować i potem za każdym razem bym się dowartościowywała, przedstawiając się jako doktor Maria Nowak Szabat i uznałam, że nie. 

Więc wracając do Twojego pytania, jeśli zobaczysz, że to wynika z poczucia bezpieczeństwa, z tego, że chcesz mieć to poczucie bezpieczeństwa, że chcesz mieć poczucie kontroli też, może z tego wynikać, to zastanowiłabym się, w jaki inny, bardziej taki całościowy, oddziaływujący na Ciebie całego sposób, może sobie dać to samo. Bo może się okazać, że wcale nie w ten sposób.

Bartłomiej: Czyli, żeby szukać pytania nad tym pytaniem, tak? Czy jeżeli nie czuję się bezpiecznie, no to zadać sobie pytanie, a co mogę w ogóle zrobić ze swoim poczuciem bezpieczeństwa, a nie szukać odpowiedzi wąsko, no bo może być trudno znaleźć substytut uczenia się przy poczuciu bezpieczeństwa, jeżeli tylko tak wąsko bym na to patrzył…

Maria: Ja bym patrzyła szerzej i patrzyłabym też tak, że okej, może masz więcej elementu Vaty, co sprawia, że jesteś ciekawy, kreatywny, twórczy, ale też, że łatwo Ci stracić grunt pod nogami, że tak dużo się dzieje, że świat często wiruje i nie ma tego poczucia bezpieczeństwa. To jest zaletą Vaty, bo ona tworzy nowe wszechświaty, ale to jest jednocześnie jej piętą achillesową, bo trudno jej znaleźć punkty stałości, punkty oparcia. I być może to wynika właśnie z tego, kim jesteś, być może to wynika też z życia, z różnych sytuacji, które się przytrafiły, na które w pewnym sensie, w pewnym wieku mamy wpływ, będąc dorosłymi ludźmi, a jako dzieci nie do końca takie sytuacje, jak przeprowadzka, takie sytuacje, ja rozwód, śmierć kogoś w rodzinie. 

Ja akurat w swoim życiu doświadczyłam wielu tych czynników bardzo zaburzających Vatę, czyli właśnie Vatę, czyli to poczucie bezpieczeństwa, stałości, pewności, przez co wiem, że tym bardziej o te elementy potrzebuję się troszczyć, ale na takim głębokim poziomie, ponieważ gdybym szukała takich, wiesz, szybkich sposobów zaspokojenia, takich alternatyw…

Bartłomiej: O Coca Coli już rozmawialiśmy. 

Maria: Ale to nawet nie chodzi o Coca Colę, tylko chodzi właśnie o to uczenie się. Bo zobacz jakby, przeskoczę trochę na inny temat, żeby to łatwiej wyjaśnić, potrzeba bycia w kontakcie, potrzeba bycia widzianym, słyszanym, zauważanym, w połączeniu…

Bartłomiej: To to na pewno jest u mnie.

Maria: To jest duża potrzeba i czy faktycznie tę potrzebę najlepiej realizuje bycie online, na mediach społecznościowych, na Facebookach i na Instagramie? Ktoś kiedyś powiedział, nawet pamiętam, gdzie dokładnie w książce, świetnej zresztą, „Cyfrowy minimalizm”, Col Newport powiedział, że media społecznościowe odpowiadają na naszą potrzebę, jakby poruszania się, powiedzmy, w świecie kontaktów międzyludzkich, oferując nam muła, a my jesteśmy przygotowani na jazdę Ferrari. My mamy możliwości, żeby być naprawdę w kontakcie i wchodzi coś, co nam mówi, tak, będziesz w kontakcie, w tempie i komforcie jazdy na mule. 

To właśnie jest ten moment, w którym to, co robisz, okazuje się nie dość adekwatne do zaspokojenia potrzeby, która stoi nad tym. I myślę, że dla osób, które prowadzą swój biznes, to są ważne pytania, bo jak wiesz, w świecie biznesu nie brakuje inspiracji osób, eventów, webinarów, wydarzeń, konferencji, to jest bez końca i tutaj tym większa taka szczerość ze sobą i takie patrzenie na siebie, czego ja tak naprawdę szukam i jak mogę sobie najpełniej to dać. A jak sobie to już dam, to chętnie sobie dołożę do tego jeszcze przejażdżkę na mule i jeszcze jakiś tam kursik i jeszcze jakiś webinar, ale to będzie tylko wisienka na torcie, a nie próba zasypania ogromnej dziury łopatką z piaskownicy.

Bartłomiej: To rozumiem, to myślę, że bym przeszedł do następnego pytania i spróbowałbym określić w nim kontekst i dopiero potem je zadać, bo jest takie, do czego się odnoszę. Odniosłaś się do swojej głównej wartości, jaką jest wolność, odniosłaś się do tego, że chcesz unikać tego cierpienia trwałego, w sensie je minimalizować. No i jakby wydaje mi się, że tutaj jeszcze dochodzi coś, co ja bym nazwał odwagą do przyznania się do niedoskonałości, ale jeżeli masz tą odwagę, a równocześnie nie chcesz tego cierpienia trwałego, to skąd bierzesz w sobie taką siłę do dbania o siebie. No bo, żeby zmniejszać cierpienie trwałe, dość często trzeba zwiększać cierpienie krótkoterminowe, czyli…

Maria: O tak.

Bartłomiej: No właśnie, nie? I teraz…

Maria: O tak, a to kiedyś mi się wydawało, że jestem hedonistką, że chwilo trwaj i po prostu chwytaj dzień i wszystkie te takie maksymy ze starożytności były mi bardzo bliskie. I wiesz, kiedyś właśnie, może w ten sposób Ci odpowiem, kiedyś to chwytaj dzień oznaczało dla mnie, żyj tak, jakby nie było jutra, czyli na maksa dzisiaj. 

Bartłomiej: No właśnie.

Maria: Takie tam: kawa jest przyjemna, papierosy są przyjemne, długie spanie jest przyjemne, krótkie spanie jest przyjemne. Wsadź sobie tutaj cokolwiek co robisz, co kojarzy Ci się właśnie z takim życiem w pełni, takim w ogóle, że się świetnie bawisz i nie musisz się niczym przejmować, czyli z tym, co przed chwilką określiłeś jako, to jest jakby na drugim końcu tego, czym jest krótkie cierpienie. Nie będę się tu teraz ze sobą siłować, tylko po prostu zjem to, na co mam ochotę i będę żyć tak, jak mi się podoba. Z czasem jednak obserwowania tego, jak działają prawa natury, które jednak są dosyć nieubłagane i no jak będziesz po prostu wlewał, to w którymś momencie się przepełni. Doszłam do innego rozumienia tego, czym jest to chwytaj dzień, doszłam do rozumienia, które bardzo dobrze oddaje wiersza Dalajlamy, cenne ludzkie życie. 

Powiesiłam sobie w łazience ten wiersz, nad lustrem, jak myję zęby i jestem taka bardzo zaspana i widzę panoramicznie, czyli jeszcze mi powieki się dobrze nie otworzyły, to czytam ten wiersz, czytam takie słowa, które mówią, że ten dzień jest naprawdę czymś szczególnym, że jestem, że obudziłam się, że żyję i że zrobię wszystko co w mojej mocy, żeby ten dzień dobre wykorzystać. I tam jeszcze jest kilka pięknych słów, takich bardziej specyficznych, związanych z duchową praktyką, ale ogólnie budzi się we mnie rano ta świadomość, że no tak, to nie jest zagwarantowane, że ja się obudziłam, to jest jakiś rodzaj cudu, który nas najbardziej zdumiewa i o którym najbardziej pamiętamy wtedy, kiedy doświadczamy jego przeciwieństwa, wtedy, gdy nagle ktoś odchodzi, gdyby nagle ktoś umiera albo gdy się ktoś rodzi. Wtedy nas to zachwyca, a na co dzień bierzemy to za pewnik. 

I powiem Ci, że jak zaczynam w ten sposób dzień, to jest mi dużo łatwiej zastanowić się, jak ten czas spożytkuję, jak najlepiej dla siebie, dla innych i żeby zwiększyć szanse, że jutro, jak się obudzę, to będę w dobrej formie i znowu będę mogła więcej. I oczywiście różnie mi to wychodzi, czasem mi to wychodzi lepiej, czasem mi to wychodzi gorzej, ale widzę na przestrzeni lat, że te takie małe kaizen, te takie małe udoskonalenia, małe usprawnienia na przestrzeni lat, robią swoje i dzięki temu pewne rzeczy odeszły, a dobre nawyki bardzo powoli czasem, ale budują się i rosną w siłę.

Bartłomiej: Okej. Dalej bym to pogłębił, bo usłyszałem tak, że zaczynasz od wdzięczności i masz tę wizję przyszłości, która Cię gdzieś tam napędza, no ale ciekawi mnie, jak sobie radzisz z tym cierpieniem krótkotrwałym, w sensie, że zainwestujesz w coś, żeby coś, nie wiem, było zautomatyzowane, poprawione i tak dalej, ale na tu i teraz, to Cię kosztuje, to jest wydatek, nie? Chodzi o to, że nie wszystkie rzeczy da się zrobić tylko i wyłącznie na pięknych, miłych odczuciach, tylko no czasem część z nich wymaga wydatków teraz, no i zwłaszcza, jeżeli masz ciągle włączone jakby minimalizację cierpienia tego trwałego, to oznacza pewien sposób, drobną dawkę cierpienia krótkoterminowego. Ale w zasadzie też ciągle… bo jakby ciągle usprawnia, więc ciągle się konfrontuje ze swoimi niedoskonałościami, swoją biedą czy brzydotą w jakimś kontekście, tak, po to, żeby ją poprawić, naprawić, żeby w przyszłości ona w przyszłości nie bolała. 

Więc jak to robić, żeby pozostać jeszcze w teraźniejszości, w tu i teraz, z umiejętnością cieszenia się tego chwilą, oprócz tej wdzięczności, a z drugiej strony, żeby nie tonąć w tej frustracji takiej, żeby nie utonąć w przeszłości. Jak to zrobiłaś, że nie utonęłaś w przyszłości, no bo jakby w tym podejściu można przestać żyć teraz i żyć już tylko przyszłością, tylko tym, optymalizacją tego długotrwałego cierpienia.

Maria: Nie, chyba to w ogóle by było, to byłoby zaprzeczeniem tego, o czym przed chwilą Ci powiedziałam, że skoro tylko dzisiaj mam i nie wiadomo, jak będzie jutro, no to jakie wybieganie w myśl do następnej dekady. Jasne, wybiegam, ale też pamiętam o tym, że nigdy nie wiadomo. Jedna z moich przyjaciółek mówi, że noc i sen jest, jak taka mała śmierć, że nie wiadomo, jak to będzie. I to tak brzmi, czasem jesteśmy w nastroju, żeby tego słuchać, czasem nie, no ale takie są fakty, myślę, że niejeden człowiek, który zasnął i się nie obudził, mógłby nam powiedzieć, tak, rzeczywiście tak jest, nigdy nie wiadomo, czy wrócisz, czy nie. 

Wracając do tego, o co pytasz, to tu przychodzą mi do głowy dwie rzeczy. Pierwsza jest taka, że można swoją codzienną rzeczywistość tworzyć w sposób, który wspiera pewne nawyki. Prosty przykład Ci podam, nie mogę za długo siedzieć, z różnych powodów, również z powodu tego, że już ponad, już kilkanaście dobrych lat wiem o tym, że mam kręgosłup i doskwiera mi to szczególnie wtedy, kiedy siedzę. Więc co robię? Wybieram biurko, przy którym można stać i mam to biurko, które się podnosi, przy którym stoję, mam klęcznik, mam fotel i jak jestem w pracy, w której spędzam mniej więcej 6, 7 godzin czasem, to dbam o to. To jest, tam już jest, ten kontekst jest, jest biurko, jest klęcznik, jest fotel, potrzebuję tylko w odpowiednich momentach sobie przypominać.

Bartłomiej: Czyli środowisko sobie zapewniłaś.

Maria: Środowisko sobie zapewniłam i to środowisko tutaj, to są fizyczne obiekty, rzeczy, ale to też jest sposób, w jaki urządzasz to miejsce, w którym odpoczywasz i w jaki urządzasz kontakty swoje, ludzi, z którymi obcujesz. Jakbym miała przyjaciółkę, która zawsze chciałaby się ze mną spotykać po to, żeby się upijać, to ciężko byłoby mi zachować wstrzemięźliwość. Jakbym miała osobę, która zawsze chce w ogóle chodzić ze mną w jakieś miejsca, typu galerie handlowe, to ciężko by mi było zadbać o swoją wrażliwość, jeśli chodzi o te nadmiarowe bodźce. Czyli ta zasada takiego tworzenia środowiska, w szerokim tego słowa znaczeniu, to jest jedna rzecz. 

A druga, są takie okresy w roku, kiedy zazwyczaj wspólnie z Michałem przechodzę oczyszczanie z Ajurwedą, 2, 3 razy w ciągu roku, jedną z jogicznych praktyk, którą stosuję jest też praktyka tapas, czyli świadomego wyrzekania się czegoś, co lubię, na krócej albo na dłużej, często tak, że miałoby być na 21 dni, tak, ale wolność po to, żeby właśnie, jakby wyjść z pewnego rodzaju zniewolenia, to jest taki paradoks, który można spotkać i w jodze i w buddyzmie, że ograniczasz siebie, zniewalasz siebie, ograniczasz swoją wolną wolę, żeby jeść, pić i tak dalej, po to, żeby uzyskać większą wolność do zarządzania swoim czasem i swoją energią. 

Ale po tych okresach są okresy, w których się cieszę życiem tak, jak mi się kojarzy to. Czyli jak mi się kojarzy cieszenie się życiem z tym, że jadę na tygodniowe wakacje do Słowenii tak, jak w tym roku i piję tam organiczne wino, jem tam owoce morza, piję tam kawę w ogóle na jakimś zacienionym włoskim placu, to robię to i w większości wypadków czuję się bardzo fajnie robiąc to. Robię sobie piękne zdjęcia, wracam do domu i patrzę, trochę mam bardziej opuchnięte oczy, przytyłam w tydzień 3 kilo, ciężko mi wstać, gorzej mi się myśli. Fajne to było, ale to mi się długofalowo nie opłaca. 

Wchodzę na okres detoksu, oczyszczania, w mniejszym lub większym tego słowa znaczeniu i znowu, zdarzy się impreza, zdarzą się święta, natomiast po sygnałach, które wysyła mi moje ciało i mój umysł widzę, że chociaż to fajnie brzmi i chociaż kojarzy się z przyjemnością i tak dalej, to zarywanie nocy, czyli w moim wypadku chodzenie spać później niż jedenasta, wiem, że różnie ludzie to rozumieją, u mnie to jest tak, picie różnych rzeczy zamiast wody i tak dalej, daje namacalne, konkretne, znowu objawy, cierpienia na poziomie ciała, na poziomie umysłu, na poziomie emocji. I chciałabym jeszcze jedną rzecz do tego dopowiedzieć, że to nie jest tak, że ja jestem jakoś bardzo wrażliwa i szybciej cierpię, jak popiję kawy, coli czy wina, tylko po prostu rozwinęłam w sobie wrażliwość na taką…

Bartłomiej: Obserwowanie siebie.

Maria: Na obserwowanie siebie, bo to jest znowu sedno Ajurwedy, sama obserwacja, która Cię uwalnia od tego, że chodzisz do lekarzy, którzy Ci powiedzą, co się z Tobą dzieje. Chodzisz do nich, ale przede wszystkim obserwujesz sam siebie. Jak widzisz, że coś tutaj się rozjeżdża, u kobiet przedsiębiorczych bardzo często papierkiem lakmusowym jest libido. Jak brakuje libido to znaczy, że jesteś za dużo w biznesie, czytaj w swojej głowie, a za mało w ciele, czyli w swoim związku, czyli w swojej seksualności, niezależnie od tego czy jesteś w parze czy nie. I u mężczyzn, nie powiedziałabym, że to jest brak libido, ale to jest traktowanie seksu jako sposobu na rozładowanie napięcia, tylko, bez czułości. Tu widzę taki mechanizm, że jak jest za często tylko dla rozładowania napięcia, to też jest znak tego, że za dużo w głowie, za dużo w biznesie, bo seksualność czy w parze, czy samodzielnie, to jest też czułość, to jest dużo więcej niż tylko te 3 czy 5 minut. 

Bartłomiej: Rozumiem, że chodzi o to, po tym widzisz to, czy ktoś ma jakiś sposób, ten kontakt z ciałem w miarę zdrowy, można by powiedzieć.

Maria: To sami możemy zobaczyć, ja nie wiem, czy pytam o to swoich klientów, wiesz, nie zawsze mam okazję pytać, bo to są intymne, prywatne…

Bartłomiej: „A u Ciebie, jak tam seksik”, no właśnie, no tak, to niekoniecznie jest temat na otwarcie. Mam ostatnie pytanie jeszcze do Ciebie. Bo jeden z moich dość bliskich mi ludzi ma takie podejście odwrotne do Twojego i dla niego najważniejsze jest unikanie cierpienia, niestety do unikania cierpienia zalicza również unikanie cierpienia krótkotrwałego i stosuje tę strategię od lat.

Maria: Życzę mu zdrowia. 

Bartłomiej: I na pewno nie jest zdrowy, na zasadzie chyba prawie wszelkich obszarach. 

Maria: Tak.

Bartłomiej: I teraz zastanawia mnie, bo kiedyś, jak byłem nastolatkiem, to byłem skłonny nawet się z nim zgodzić, że taka strategia unikania cierpienia może ma sens. Teraz jakby, w tym roku do mnie dotarło, że to kompletnie nie ma sensu jako całkowita próba unikania cierpienia, bo prowadzi do coraz takiego węższego, mniejszego światka, gdzie trudno jest coraz bardziej przetrwać. Stoisz w miejscu, cofasz się i w ogóle. Pomijając to wszystko, ciekawi mnie, skoro masz tę szerszą perspektywę, jak Twoim zdaniem, (pomijając aspekty psychologiczne, że powinienem pomóc terapeuta), ale jak trafić do jego świata z jakimkolwiek poruszeniem go, no bo…

Maria: Wiesz co, przyszło do mnie takie zdanie, że pęd do autodestrukcji ma niejedno imię.

Bartłomiej: No tak.

Maria: I najtrudniej jest to uszanować, jeśli ten pęd dotyczy bliskich nam osób. I właśnie tam trzeba najwięcej szacunku, że osoba, która jest Ci bliska, jest zwrócona w stronę śmierci i na różne sposoby się do niej zbliża. I nie ma takiej siły, którą Ty dysponujesz jako kolega, syn, ojciec, mąż, którą mógłbyś wprawić w ruch, żeby to zatrzymać. 

Bartłomiej: No tak, ciekawa perspektywa. Tak, raczej jest to z tym związane. Tak. No dobra, to to można powiedzieć, że akurat też w sumie w czasie było takie pytanie, nie mam zapisanych, nie przyszły mi kolejne inspiracje do głowy, więc dzięki. Fajnie, myślę, że ciekawa perspektywa. Dowiedziałem się paru rzeczy, że ta wolność, że to cierpienie trwałe, tak nie mówiliśmy tego wprost, ale to dbanie o siebie, myślę, że jest taką fajną perspektywą u Ciebie, którą ja słyszę i myślę, że słyszę ją jako autentyczną i Twoją, i zaczynam rozumieć lepiej, dlaczego jesteś tu, gdzie jesteś.

Maria: To ma sens, prawda?

Bartłomiej: Tak, takie podejście się klei z tym. Pytałem pod tym kątem, bo zastanawiam się, jak pracować też z moimi klientami, też mam przekonanie o sobie, że pracuję holistycznie, natomiast ja jednak nie pracuję holistycznie, w tym kontekście, że ja pracuję dalej holistycznie, ale głębiej w głowie. I ta holistyka jest z głowy, ona jest tam holistyczna, ale z tego ciała nie ma, zastanawiam się, być może będę musiał, będę chciał w jakiś sposób to ciało włączyć. Ale w jakiś sposób taki, no nie za duży, bo to też nie jest moja bajka. Więc… a też Ajurweda mnie tak… przyznam, no nie kręci, więc będę musiał po prostu znaleźć jakąś swoją ścieżkę w tym zakresie.

Maria: Szukaj tego, co Ci służy, to mogą być bardzo proste rzeczy i podam Ci przykład z mojego życia, ja się nie lubię ruszać, mój mąż się ze mnie śmieje, że jestem takim leniwcem, najlepiej odpoczywam, siedząc, tak wiesz, wisząc na kanapie. A jednocześnie wiem, że potrzebuję ruchu codziennie i czasem mi się udaje ćwiczyć jogę, a czasem po prostu ruchem jest jakiś spacer do czegoś, po coś albo spacer wokół bloku, albo dłuższy spacer w lesie, różnie to bywa. Ale to, no to jest właśnie to, że wiem o tym, że to mi dobrze robi, biorę ten element i on ma różne wydania. Czyli ta potrzeba ruchu, to nie musi być od razu karnet na siłownie i basen 5 razy w tygodniu, to nawet nie musi być półtorej godziny jogi 7 dni w tygodniu. 

To może być taki minimalny, wystarczający ruch każdego dnia, żeby zadbać o potrzeby ciała, bo co ciekawe, ciało jest naszym opakowaniem na tę planszę, na której jesteśmy i ono ostatecznie pokazuje nam kres naszych możliwości. U większości ludzi, u nielicznych tylko udaje się przejść ponad ograniczenia ciała, korzystając z umysłu, ale u większości ciało kładzie kres wszelkim marzeniom i wyobrażeniom, bo jak Cię boli głowa, to ciężko układać strategię dla firmy. I nie mówię o bólu, który można zagłuszyć tabletką, tylko mówię o takim bólu, który Ci towarzyszy, na przykład przez rok non stop dzień i noc, i to pokazuje, że nawet z takiej perspektywy warto skalkulować, czy to się opłaca i wybrać sobie to, co Ci służy, żeby zasilać to, co ostatecznie wyznacza granicę rozwoju, czyli naszą materialną postać. 

Bartłomiej: No tak, bez ciała sama głowa nie pociągnie.

Maria: Nie. Dobrze, dziękuję Ci bardzo serdecznie za tą rozmowę i ciekawe pytania, coś świeżego dla osób, które słuchają mojego podcastu. Dzięki serdeczne Świstak, no i życzę Ci wszystkiego dobrego i holistycznego rozwoju Twojego biznesu, cokolwiek to dla Ciebie będzie znaczyć.

Bartłomiej: Dzięki, a ja życzę Ci udanych lotów, nie wiem… jastrzębiu czy coś w tym stylu.


  • Jeśli prowadzisz holistyczny biznes lub przymierzasz się do takiego biznesu, sprawdź 6-miesięczny program „Ajurweda-Biznes-Coaching”. Jest to wyjątkowa propozycja, która przeniesie Ciebie i Twój biznes na wyższy poziom. Odkryjesz swoje mocne strony i osłonisz pięty achillesowe. 
  • Jak podejść do prowadzenia biznesu? Co zrobić, by biznes korzystał z Twoich asów w rękawie, a nie energii życiowej? Przeczytaj w tym wpisie o prowadzeniu biznesu holistycznie.
  • Chcesz w praktyce rozbroić blokady i zaprosić sukces do swojego życia? Zapoznaj się z kursem online „Tkanki sukcesu”.

Powiązane wpisy

Zapisz się na listę oczekujących

Zapisz się na listę oczekujących

Zapisz się na listę oczekujących