Jak zaczęła się moja przygoda z psychologią ajurwedyjską?

Wszystko miało swój początek w tym, że zaczęłam studia z psychologii w wieku 22 lat. To był mój drugi kierunek studiów – byłam już po trzech latach polonistyki. Męczyłam się na niej niemiłosiernie.

Byłam już po praktyce w szkole. To ta praktyka sprawiła, że byłam zrozpaczona. Okazało się, że jak się mnie postawi na środku klasy, naprzeciwko dwudziestu paru rozwrzeszczanych gimnazjalistów to mój głos mniej więcej po dwóch dniach wysiada. A przecież z chrypką średnio da się uczyć.

Gdy zdałam sobie sprawę z tego, że istnieje możliwość, że zostanę nauczycielką języka polskiego, i że tak mniej więcej będzie wyglądało moje życie, przeraziłam się. Zaczęłam szukać dla siebie jakiejś alternatywy.

 

Tak daleko od tego, co jest

Studiowałam na wychwalanym przez wszystkich Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie, w kultowym “gołębniku”, w którym panował “wieczny listopad”.

Siedzieliśmy tam, dwudziestu młodych, pięknych, elokwentnych i oczytanych ludzi, rozmawiając na temat jakiegoś wiersza sprzed siedemdziesięciu lat, który w ogóle nijak się miał do rzeczywistości za oknem. Czułam się tam strasznie.

Popatrzyłam na moją przyjaciółkę Paulinę, która siedziała obok mnie i zobaczyłam, że ma w ręku swoje świadectwo maturalne i teczuszkę z napisem “Psychologia”. Okazało się, że właśnie zamierza złożyć papiery na psychologię i, tym samym, spełnić marzenie swojego życia.

Zaświeciły mi się oczy i pomyślałam: “Ja też chcę!”. Zostały dwa dni do zakończenia rekrutacji, więc szybko wydobyłam potrzebne papiery z archiwów domowych.

Złożyłam papiery na studia dzienne i… oblałam.

Tak zaczęła moja przygoda ze studiowaniem psychologii. Równie dobrze mogłaby się na tym skończyć, ale pomyślałam sobie jak każda ambitna osoba: Jak to? Mnie nie chcecie? Ja się nie dostałam?

Przez cały następny rok chodziłam na kurs przygotowujący do studiów psychologicznych. To był czas, gdy na psychologię w Krakowie na kultowym UJocie było aż 27 osób na miejsce, więc trzeba było naprawdę dobrze się postarać, żeby się dostać. Ja rzeczywiście postarałam się dobrze. Poszłam na egzamin wstępny i zdałam go.

Ironia losu była taka, że moja przyjaciółka, która marzyła o tym, żeby studiować psychologię nie dostała się na te studia. Ja, choć zrobiłam to tak trochę z przypadku, dostałam się. Poczułam, że w końcu mam szansę wyjść na prostą.

 

Psychosomatyka wre

W trakcie studiów polonistycznych, miałam niekończące się chrypki, związane po prostu z tym, że nie mogłam w pełni wyrazić siebie. Towarzyszyły mi nieustające bóle głowy, na które nic nie było w stanie mi pomóc. Pojawiały się również nastroje depresyjne, które zajadałam najlepszymi na świecie pączkami i Snickersami.

Ten cukier był moim sposobem na przetrwanie. Cukier i mąka – śmieje się ze mnie mój mąż. Miłość do mąki została mi po dziś dzień, ale na szczęście moja miłość do cukru ma już nieco zdrowszy wymiar.

Natomiast wtedy to były to moje dwa sposoby radzenia sobie z tym, że byłam w miejscu, w którym czułam się źle. W miejscu, w którym było mi niewygodnie i do którego nie pasowałam.

Po co Ci to mówię na samym początku?

Bardzo wielu klientów przychodzi do mnie i właśnie w takim miejscu w życiu się znajduje. Jest w pracy, która ich gniecie. Takiej, która jest dla nich nieodpowiednia, bo jest zbyt stresująca albo zbyt ambitna albo… za mało ambitna. Mają jakieś układy z dziećmi czy sąsiadami, które są dla nich niewygodne.

Mają poczucie, że są zablokowani w sytuacji, z której niespecjalnie widzą wyjście. I to, generalnie, generuje niesamowicie duży stres. Radzą sobie z nim tak, jak umieją.

Ja w tamtym czasie umiałam jedynie jeść pączki, Snickersy i poszukiwać.

Dzięki Bogu, że umiałam poszukiwać!

 

Zmiany, zmiany… i co dalej?

Nie bez powodu dzielę się z Tobą tą opowieścią. Ta opowieść pokazuje, że nawet, jeśli już masz pomysł jak wyjść z sytuacji, w której się znajdujesz, to wcale nie jest tak łatwo od razu się z niej wymiksować.

Byłam na trzecim roku polonistyki i zostały mi tylko dwa lata do końca. To sprawiło, że trudno było powiedzieć wszystkim moim krewnym i znajomym, że właśnie wymyśliłam jeszcze jeden kierunek studiów.

Plan finansowy też nie do końca mi się składał w całość. Zastanawiałam się: Jak mam się utrzymać przez kolejne 5 lat studiów dziennych?

I do tego za pierwszym razem mnie nie chcieli. Udało się dopiero za drugim razem.

Jednak zdecydowałam się pójść tą ścieżką. Od początku rzuciłam się w wir praktyki. Byłam tak spragniona tej wiedzy, która miała mi uratować życie i otworzyć przede mną inną perspektywę zawodową!

Robiłam wszystkie możliwe staże, treningi i dodatkowe kursy. Wychodziłam z domu na 12 albo 14 godzin i studiowałam, pracowałam, dokształcałam się. Żyłam tymi studiami. Tym razem korzystałam ze studiów na 200%.

 

Czy to Ty jesteś moim księciem z bajki?

Całowałam każdą żabę w nadziei, że zamieni się w księcia. To znaczy, że oprócz kanonu zapisałam się na wszystkie możliwe psychoterapie: klasyczną, poznawczą, behawioralną, systemową, egzystencjalną.

Przymierzałam się do każdej z nich i dzięki temu uświadomiłam sobie jak bardzo jestem uszkodzona.

Jak moje doświadczenia życiowe i różne historie, które się wydarzyły w moim życiu wpłynęły na mnie i jak jestem przez to życie poraniona. Jak dużo mam krępujących mnie sposobów myślenia i zachowywania się. Zdałam sobie sprawę z tego, że niezły mam bagaż życiowy.

Rozglądnęłam się wokół i zobaczyłam studentów psychologii, którzy mieli równie duże bagaże jak ja. Dodało mi to trochę otuchy, że nie ja sama taka jestem w tym wszystkim. Że coś ich tu przywiodło do studiowania tego kierunku – chęć zrozumienia siebie.

 

Teoretyk a praktyk

Niestety, psychologowie i terapeuci, których poznawałam, palili papierosy i objadali się ciastkami. Pili litry Coca-Coli. Rozumieli ludzi, mieli te wszystkie mądre pojęcia i koncepcje w jednym palcu, natomiast mieli gdzieś ciała pacjentów. Swoje ciała też mieli gdzieś.

Pamiętam, że mój guru psychologii twórczości był jednym z najbardziej otyłych ludzi jakich wtedy znałam. A ironia losu była taka, że gdy w końcu zaczął dbać o swoje zdrowie to w wyniku tragicznej pomyłki lekarzy, zmarł jako młoda osoba.

To było dla mnie pewnego rodzaju otrzeźwieniem – że można mieć niesamowicie rozwinięty umysł, ale jeśli nie dba się o ciało, to niestety, za długo na samym rozwiniętym umyśle nie da się pociągnąć.

W świecie psychologicznym było kilka postaci z “innego świata”. Jednym z nich był to Bartłomiej Dobroczyński – znany psycholog, który zajmuje się zjawiskiem New Age.

Prowadził zajęcia z psychologii transpersonalnej. Takiej, która rozumie, że oprócz aspektu psychiki indywidualnej, jest jeszcze coś większego. Coś, co jest poza nami.

I to było w końcu dla mnie jakieś światełko w tunelu – gdy pośród tych wszystkich psychologów wyglądających na przemęczonych i schorowanych, pojawił się ktoś, kto pokazywał, że istnieje szersze rozumienie człowieka.

 

Narastała we mnie złość

W międzyczasie byłam coraz bardziej zła. Zła na to, że ta wielka nauka, tak szanowana, te prestiżowe studia i cała aura studiowania psychologii, tak naprawdę w praktyce nie jest skuteczna. Odcina człowieka gdzieś na poziomie szyi i z jego głową robi różne rzeczy, natomiast o ciało zupełnie się nie troszczy.

Tłumiłam złość przebywając wśród psychologów i psychoterapeutów, którzy czuli się jakby trafili do siódmego nieba. Okazało się, że niekoniecznie jest to niebo, do którego chciałam trafić. Musiałam wiele rzeczy przemilczeć.

Notorycznie bolała mnie głowa i gardło. Miałam duży problem z tymi dolegliwościami, które były po prostu psychosomatyczne. Wiązały się z tym, jak przeżywałam całą swoją sytuację życiową.
Zastanawiałam się Gdzie jest ten most? Gdzie jest ten most pomiędzy ciałem a psychiką, duchowością, emocjonalnością?

Szukałam kogoś, kto pomoże mi połączyć te dwa światy. Kogoś, kto będzie miał konkretne podejście, nastawione na jakieś rzeczywiste, namacalne efekty dotyczące ciała, przy jednoczesnym zrozumieniu dla subtelniejszych poziomów.

 

Odpowiedź znalazłam w Indiach

Tak znalazłam Dr Shivani – lekarkę ajurwedyjską. Jej pasją była psychologia ajurwedyjska, która jest fragmentem większej całości – Ajurwedy. Skupia się ona przede wszystkim na tym, jaki jest nasz umysł. Jak funkcjonuje i odbiera świat, jak przeżywa i zapisuje przeżycia w postaci naszego zdrowia – na naszych rękach, wątrobie, w sercu.

Tak to wyglądało 5 lat temu, w trakcie kursu Ajurwedy, który odbyliśmy w Indiach.

Po powrocie miałam jeszcze epizod, że pracowałam w międzynarodowej organizacji pozarządowej na Sycylii, co było jeszcze jedną próbą wpasowania się w główny nurt. Ona też nie skończyła się niczym dobrym, więc postawiliśmy wszystko na jedną kartę i przeprowadziliśmy się do Wrocławia.

Wybraliśmy nazwę naszej firmy w sanskrycie. Naszą firmę nazwaliśmy “Agni” czyli ogień, który transformuje. To dotyczy zarówno zdrowia fizycznego, jak i zdrowia mentalnego. Zaczęliśmy działać pod hasłem „Ajurweda pełną parą”.

 

Stoisz przed kryształowym lustrem

Być może jesteś mamą, żoną, partnerką, osobą pracującą. Być może jesteś osobą, która o siebie dba, chce się rozwijać, ma sto tysięcy rzeczy na głowie. Próbujesz w tym wszystkim złapać równowagę i przychodzi Ci do głowy, że być może psychologia ajurwedyjska jest tym, co Ci pomoże.

Pytanie od którego warto zacząć brzmi: W jakim lustrze chcesz się przeglądnąć?

Wyobraź sobie, że urodziłaś się w świecie bez luster. Nie widziałaś się od lat i chcesz się przeglądnąć. Jakie lustro byś wybrała?

Czy wybrałabyś duże, kryształowe, obejmujące całą Ciebie?

Czy też wybrałabyś maleńki kawałek lustra, wielkości dwuzłotówki? Jedną z dwustu części, na które rozpadło się wielkie lustro?

W dzisiejszym świecie ten kawałek lustra, w którym się przeglądasz, pokazuje Ci kim jesteś i jak powinnaś o siebie zadbać.

Ten mały kawałek różnie się nazywa. Czasem jest to zielony koktajl, lewatywa, warsztat śpiewu… Czasem jest to jedna z subtelniejszych metod takich jak książka, filozofia szczęścia, sztuka prostoty albo po prostu jeszcze jakieś szkiełko, przez które próbujesz podglądnąć to, jak wspaniałą i całościową osobą jesteś.

Tak wygląda to nasze dzisiejsze życie, że coraz więcej mamy tych małych kawałków. A wszystko to, co w nich widzimy jest bardzo fragmentaryczne, wycinkowe i nieregularne. Nie ma połączenia z całością i przykuwa uwagę tylko do tego, co się mieści w ramach tego kawałka zamiast pokazywania całościowego i wszechstronnego obrazu.

Takiego, który pozwali Ci zobaczyć swoje zdrowie w całości. Z różnych perspektyw i we właściwym świetle. Wyobraź sobie, że tak siebie widzisz.

 

Lustro w łazience nie wystarczy

Przypomnij sobie – być może miałaś taki moment, że wychodziłaś gdzieś na jakąś wielką uroczystość w Twoim życiu. Być może to była studniówka, może jakiś bal lub wesele. Miałaś piękną na sobie suknię, fryzurę i makijaż. Czułaś się naprawdę zadbana, od stóp aż po czubek głowy i zobaczyłaś siebie w takim lustrze.

Nie, to nie było wielkie kryształowe lustro, ale takie wielkie lustro na szafie w przedpokoju. Gdy widzimy siebie w całości to z reguły to, co widzimy w takim odbiciu nam się podoba. To ujmuje nas w całości i jest najbardziej zbliżone do tego, jak postrzegają nas inni ludzie. Te małe lustra łazienkowe z kiepskim oświetleniem najczęściej nie poprawiają nam nastroju. A tym bardziej te rozbite na miliony kawałków.

Coraz więcej ludzi, którzy do mnie trafiają, jest po prostu jest zmęczonych oglądaniem siebie w kawałkach. Tych kawałków przybywa. Robi się z tego migocząca, mieniąca się mozaika. Najpierw wygląda to jak korowód, później jak kołowrotek.

Wszystkiego jest za dużo. Trochę przypomina to sytuację, w której masz 3 tysiące kawałków puzzli i ciągle zbierasz nowe kawałki, a tak naprawdę to już nie wiesz co układasz. Nie wiesz jaki jest ten główny obraz, do którego powinnaś dążyć.

Jeśli nie masz ogólnego spojrzenia i nie wiesz co chcesz dokładnie odtworzyć, a tylko kolekcjonujesz puzzelki to zaczynasz układać je w przypadkowy sposób.

Wtedy ta praca jest nie tylko męcząca, ale i mało z niej wynika. To układanie puzzli czy przeglądanie się w kawałkach lustra, to są właśnie te poszukiwania, które przez wiele lat były moim udziałem.

Teraz są udziałem moich klientów, którzy przychodzą do mnie po wiedzę z zakresu Ajurwedy. Przynoszą kawałki, rozproszone informacje, coś tam dzwoni w którymś kościele, ale nie do końca składa się im z całą resztą. Jeśli do tego dochodzi aspekt dolegliwości i konkretnych, fizycznych problemów, diagnoz, to sytuacja robi się jeszcze bardziej skomplikowana i trudna. Bo na szali jest i zdrowie, i dobre samopoczucie.

Wiedza, która pomaga

To, co zauważyłam wracając do historii mojego życia, to to, że ta wiedza pomaga. Pomogła mi stać się tym, kim jestem dzisiaj.

Dla mnie,Marysi, żony ze wszystkimi cieniami i blaskami małżeństwa.

Mamy ze wszystkimi cieniami i blaskami macierzyństwa.

Kobiety, która chce żyć po swojemu, realizować swoje pasje, a jednocześnie ma też dużą odpowiedzialność na sobie.

Dla moich bliskich, krewnych i znajomych.

Dla moich klientów, którzy dotykają tej wiedzy i innego rozumienia siebie oraz dla coraz szerszego grona ludzi.

Ta wiedza u pomaga żyć i realizować siebie w najpełniejszym stopniu.

Bardzo często lubię wracać do nazwy Ajurwedy, która bardzo wiele tłumaczy. Słowo ayur oznacza życie. Słowo weda oznacza wiedzę. Więc Ajurweda jest wiedzą o życiu.

Pomyśl o swoim życiu, o swoim dzisiejszym dniu… pomyśl, że jest wiedza, która uczy Cię życia w pełni, która mówi o Twoim życiu, o tym jakie ono jest, jakiekolwiek by ono nie było. O tym, co Ci przypadło w udziale, gdzie mieszkasz, kim jesteś otoczona, z kim pracujesz, jak żyjesz.

Że jest taka wiedza, która zna wszystkie odpowiedzi. Taka, która jest pięknym źródłem wskazówek, mądrych, pełnych współczucia i miłości zaleceń jak żyć. Jak żyć tak, żeby realizować jak najpełniej te dary i ten potencjał, który ze sobą przyniosłaś na świat.

Pomyśl sobie jaka to jest ulga, że nie trzeba tego wymyślać na nowo, nie trzeba jeszcze raz tworzyć koła, wystarczy to koło znaleźć, a potem zbudować z tego jakiś cudowny pojazd, którym pojedziesz w tą stronę którą chcesz.

Sprawdź, przymierz się. Zobacz czy to właśnie dla Ciebie.


Jesteś ciekawa i chcesz więcej? Sprawdź wpis Czym jest psychologia ajurwedyjska?

Przejdźmy do praktyki. Pierwsze kroki będzie Ci łatwiej postawić dzięki artykułowi Autodiagnoza Vaty