Sezonowe oczyszczanie wg Ajurwedy. Rozmowa z Karoliną Kałamajską

Zapraszam Cię do posłuchania rozmowy z Karoliną Kałamajską, nauczycielką jogi, która prowadzi stronę Joga po polsku Wiedeń i podcast Żyć i nie zwariować.

Sezonowe oczyszczanie

Karolina: Witam Cię w kolejnym odcinku audycji radiowej “Żyć i nie zwariować”, w ramach której rozmawiam z ciekawymi osobami na tematy dotyczące jogi, Ajurwedy, holistyki oraz tego, jak żyć, by nie zwariować.

Z powodu popularności zapisu naszej pierwszej rozmowy o Ajurwedzie, zawitała u nas po raz drugi Maria Nowak-Szabat z Agni Ajurweda.

Witaj, Mario!

Maria: Dzień dobry, witam Was bardzo serdecznie.

Karolina: Z Marią rozmawiałam w drugim odcinku mojej audycji, podczas którego wprowadziła nas bardzo fajnie i ciekawie w podstawy Ajurwedy i w ogóle zagadnienie dotyczące tego, czym jest Ajurweda. Kto nie słuchał, to zapraszam do odsłuchania.

Pozwólcie, że powiem Wam pokrótce kim Maria jest. Maria jest terapeutką ajurwedyjską, prowadzi konsultacje, webinary, coachingi, a do tego organizuje wyjazdy z jogą i Ajurwedą.

W dzisiejszym odcinku chciałam się skupić na temacie dotyczącym zmian pór roku. Na tym, co Ajurweda zaleca na różne pory roku i co mówi o tym, jak sobie radzić ze zmianami pór roku. Może zacznę od tego, Mario, że zapytam Cię jak znosisz zimę?

Maria: Tegoroczną zimę tak sobie, bo była bardzo nietypowa. Nie było w ogóle śniegu, było dużo wilgoci. Jest takie diagnostyczne pytanie, kiedy się ustala doszę, które brzmi: “Jaka pogoda doskwiera Ci najbardziej?”. Ja w tej sytuacji wybieram zimno i wilgoć. Taka była właśnie tegoroczna zima, więc cieszę się, że się już kończy.

Karolina: Miejmy nadzieję.

Myślę, że kwintesencją Ajurwedy jest w ogóle życie w zgodzie z naturą, a zmiany pór roku są przecież częścią natury. Zatem  jak to wygląda z perspektywy Ajurwedy? Jak radzić sobie ze zmianami pór roku?

Maria: Myślę, że pierwszą ważną informacją, która rzadko pojawia się w kontekście tego tematu jest to,, że jeśli chcesz się dobrze czuć na wiosnę, to przygotowania do tego dobrego samopoczucia zaczynają się dwie pory roku wcześniej czyli późną jesienią.

Karolina: O, wow!

Maria: Tak. Jeśli chcesz się, z kolei, dobrze czuć późną jesienią to przygotowania do tego zaczynają się późną wiosną.

Często bardzo wielu moich klientów mhyśli sobie: “Teraz czuję się źle i zwrócę się Ajurwedy o pomoc. Zacznę stosować zalecenia i one dadzą mi efekt w tydzień, dwa czy trzy.”

Jasne, dadzą pewne efekty i pomogą. Jednak taka naprawdę konkretna, sensowna profilaktyka tego, żeby wiosną czuć się dobrze zaczyna się z końcem jesieni czy z początkiem zimy. Dwa sezony wcześniej.

Karolina: Czyli kiedy, na przykład, dopada nas zmęczenie, tak jak mnie ostatnio dopadło, to już jest za późno, żeby cokolwiek zrobić?

Maria: To sygnał, że coś wcześniej zadziało się niedokładnie tak, jak powinno. Zatem to lekcja dla Ciebie na przyszły rok, że jeśli chcesz wejść w wiosnę wypoczęta to potrzebujesz już późną jesienią czy wczesną zimą zadbać o to, żeby ten poziom energii był wyższy.

Czy da się coś zrobić od razu? Oczywiście, w każdej sytuacji da się coś zrobić. Pomóc, odciążyć, oczyścić, odetkać i nabrać trochę wiatru w żagle. To jest właśnie powód oczyszczania z Ajurwedą na wiosnę.

Karolina: Podasz nam konkretne przykłady właśnie tego, co można zrobić dwa sezony wcześniej lub co można zrobić w chwili obecnej, żeby poradzić sobie z poczuciem zmęczeniai i zmianami pór roku?

Maria: Warto zastanowić się jakie są możliwe przyczyny tego, że czujesz się teraz zmęczona. Pierwszą możliwą przyczyną, która może tkwić w okresie jesieni, jest przepracowywanie się.

Po lecie, po którym wielu moich klientów jest zmęczonych, rzucają się w wir działania. Zaczyna się szkoła, przedszkole, studia, nowe projekty. Wrzesień, październik, listopad… to miesiące, w które wchodzimy z dużymi ambitnymi planami, z rozpoczynaniem nowych celów. To moment, w którym często się przemęczamy.

Często temu przemęczeniu towarzyszy kawa, która jest pierwszym, podstawowym sposobem na to, żeby podnieść tę Vatę jeszcze bardziej, a już i tak w przyrodzie jest jej dużo w tym okresie. Jak już zaczynamy ledwo zipieć to zaczyna się grudzień i wszystkie czynniki związane z cukrem, przejadaniem się, alkoholem.

Potem się zaczynają styczniowe, noworoczne postanowienia i bardzo radykalne ruchy typu: Zacznę chodzić na siłownię. Co z tego, że nie ruszałam się przez ostatni rok? Teraz będę się ruszać sześć dni w tygodniu! To coś, co dla organizmu jest dużym stresem i przeciążeniem.

Jeśli chodzi o główne tendencje to można je sprowadzić do trzech: przepracowywania się jesienią, przejadania się w grudniu i zrywów energii na zasadzie od 1 stycznia zmieniam swoje życie.

No i w końcu, kiedy rzeczywiście zmienia się zima w wiosnę i wchodzimy w okres przesilenia, jesteśmy trochę bardziej podatni. Spada nasza odporność i wszystkie nasze deficyty z poprzednich miesięcy nabierają wyraźnego kształtu i czujemy je każdego dnia. Po prostu.

Karolina: To co możemy zrobić tu i teraz? Już wiemy, że kawa raczej nie jest dobrym pomysłem.

Maria: Myślę, że zdecydowanie nie. Ale z kawą jest tak, jak z cukrem, mąką i  innymi przyjemnymi substancjami – po prostu nas wciąga. Fizjologia jest na tyle silna dla wielu ludzi, że ciężko po prostu wstać rano i powiedzieć Nie będę więcej jej pić.

Stąd też przydaje się taki czas łagodnego wejścia, resetowania nawyków związanych ze zdrowiem. I taka jest istota oczyszczania. Tego okresu, w którym bardziej koncentrujesz się na sobie dając sobie więcej czasu na odpoczynek, spacery i trochę mniej dociskając do dechy w pracy. Wtedy łatwiej jest na początek zredukować ilość wypijanej kawy czy czarnej herbaty.

Często mówię: Jeśli pijesz pięć kaw dziennie – wypij cztery. Jeśli cztery – wypij trzy. Idź małymi krokami w stronę tego, żeby to obciążenie było mniejsze.

Podobnie jest z dietą. Myślę, że kluczowe na wiosnę byłoby to, żeby kłaść się spać z relatywnie pustym żołądkiem. To znaczy ta kolacja, którą jemy za późno sprawia, że nasze ciało nie może tak dobrze się w nocy zregenerować.

Wątroba zamiast odpoczywać i naprawiać to wszystko, co wymaga w nas naprawienia, jest przemęczona trawieniem kanapki z serem zjedzonej o dwudziestej pierwszej. To drugi kluczowy punkt, na który można mieć wpływ. Jedzenie kolacji o najpóźniej o godzinie dziewiętnastej. Po to, żebyś poszła spać z pustym żołądkiem. Żebyś mogła przez noc się zregenerować i w naturalny sposób oczyścić.

Karolina: To trochę takie wsparcie przemiany materii, a nawet w tym przypadku pozwolenie tej przemianie materii odpocząć.

Maria: Tak, ciało czuje, że nadchodzi wiosna. W ciele pojawiają się wzmożone procesy związane z odtruwaniem. Pojawia się większa aktywność wątroby i nasza większa preferencja w stronę smaku gorzkiego i cierpkiego – przyciągają nas zielone rzeczy takie jak nowalijki.

Już tak nas nie podniecają pączki smażone w tłuszczu i ogromne ilości pszenicy. To naturalne. Niektórzy ludzie to odczuwają i są tego świadomi, a inni nie i dziwią się O kurczę, jakoś tak nie mam apetytu. Jadłam całą zimę, a teraz mi się nie chce.

To naturalny proces, który dzieje się w naszym ciele. Jeśli dołożysz do tego jakieś praktyczne kroki, takie jak na przykład picie mniej stymulujących napojów, wcześniejsza kolacja i spędzanie większej ilości czasu na świeżym powietrzu, choćby w postaci spaceru, to już jest bardzo dużo. Ułatwiasz to, co ciału to, co dla Ciebie robi.

Karolina: A czy są jakieś produkty, które są zalecane w Ajurwedzie w trakcie przejścia pomiędzy zimą i wiosną? Lub takie, których na wiosnę powinniśmy jeść więcej?

Maria: I tak, i nie. To zależy od tego, jaka jest temperatura. Dzisiejszy świat jest taki, że z roku na rok ta wiosna wygląda inaczej.

W teorii Ajurweda uczy, że wiosną służą nam smaki, które są gorzkie i cierpkie, czyli ciemnozielone, kiełkujące rośliny. Zaleca się trochę więcej przypraw rozgrzewających i tych, które mają właśnie ten cierpki smak, ale też rośliny strączkowe, które również mają tę cierpkość w sobie.

Jeśli jednak za oknem jest zimno, a bywa tak, że nawet i w kwietniu jest tylko parę stopni, to dieta powinna nadal być ciepła. Nie będą nią surówki czy sałatki, tylko raczej zupy, w których można znaleźć elementy cierpkiego i gorzkiego smaku.

Myślę, że dużym wyzwaniem jest zmiana diety na lżejszą, ale nadal taką, która jest gotowana i rozgrzewająca, bo ciało, które wychodzi z zimy i zaczyna wiosnę, cały czas potrzebuje dalej jeszcze tego ciepła.

Czasem jest tak, że już jest kwiecień, więc dziewczyny już się rozbierają, noszą krótki rękaw i już się zaczynają smoothies, sałatki… to powoduje po prostu zaburzenia vaty, czyli za chwilkę jest im zimno, odczuwają brak koncentracji i zmęczenie.

Karolina: Chciałabym powrócić jeszcze do tematu odpoczynku. Czy Ajurweda zaleca w tym okresie roku drzemki? W drugim odcinku podcastu mówiłaś, że dzieciom jak najbardziej się zaleca takie drzemki w ciągu dnia, żeby mogły odpocząć z przemęczenia, przez które przechodzą. A jak jest z dorosłymi?

Maria: To zależy. Jeśli ktoś jest typem Kapha lub ma problemy, wynikające z zaburzeń Kapha, a bardzo wielu ludzi ma takie na wiosnę, takie jak przytkanie, zatoki, obciążenie układu oddechowego, krótko mówiąc – flegma i śluz w organizmie, to drzemka w ciągu dnia będzie nasilać te objawy.

Jeśli ktoś jest Pittą i wiosna wręcz niezauważalnie na niego oddziałuje, ale ogólnie czuje się nieźle, to i tak Ajurweda raczej zaleca spacer i aktywność na świeżym powietrzu niż drzemanie.

Doszą, która najbardziej może korzystać z drzemek i która właściwie jako jedyna takie zalecenie dostaje, to jest dosza Vata czyli osoby, które są szczupłe, delikatne i chorowite albo te, które wyglądają inaczej, ale mają teraz taki okres w życiu, kiedy są przemęczone, rozproszone, ich libido zniknęło gdzieś pod ziemią, a apetyt jest bardzo zmienny. Takiej osobie może się przydać drzemka w ciągu dnia, ale tylko, jeśli jest wolna od objawów zaburzonej Kaphy.

Natomiast to, co bardzo przyda się w tym okresie wszystkim trzem doszom, to sen około 22-22.30.

Ciekawe, że o to pytasz, bo myślę, że to jest tak, że ludzie chodzą spać za późno. Chodzą spać o dwudziestej czwartej, o pierwszej, a potem wyczytują w jakichś mądrych książkach z psychologii osiągnięć, że drzemka to jest to, co doda im powera. I zamiast spać wtedy, kiedy mają spać, to redukują czas mocnego, głęboko regenerującego snu i próbują go nadrobić drzemką w ciągu dnia.

To zupełnie nie tak. Sen w nocy służy temu, żeby ciało się odbudowywało i żeby nasz umysł się zregenerował. Powinien trwać od 22.30 czy 23.00 do 5.00 czy 6.00 rano.  Jeśli będziemy tych godzin przestrzegać, drzemka w ciągu dnia może się okazać w ogóle niepotrzebna, a jeśli jest, to raczej w zaburzeniach Vaty.

Karolina: Tak, wydaje mi się, że chodzenie do łóżka o dwudziestej drugiej to coś nieczęsto spotykanego. Ja chodzę spać o dwudziestej drugiej i staram się tak robić jak najczęściej, bo o tej godzinie już czuję, że po prostu tego potrzebuję, bo padam ze zmęczenia.

A kiedy rozmawiam z innymi na ten temat, to zawsze mówią: Wow. Tak wcześnie?

I jeszcze wspomnę, że rozmawiałyśmy o doszach, czym jest vata, pitta, kapha w poprzedniej rozmowie, więc już tutaj nie będziemy wchodzić w szczegóły, jak ktoś jest zainteresowany, to może wrócić do rozmowy.

Karolina: Chciałam Cię zapytać o coś, co jest chyba najpopularniejszym tematem na świecie, bo rozpisują się na o tym wszystkie gazety – o oczyszczanie.

Jak na to patrzy Ajurweda? Czy zaleca sezonowe oczyszczanie? Jak i kiedy je wykonać? No i czy można to zrobić samemu?

Maria: Cieszę się, że wszystkie gazety na świecie w końcu rozpisują się na temat tego, co Ajurweda uczy już od pięciu tysięcy lat.

W Ajurwedzie oczyszczanie na przełomie sezonów, zwłaszcza na przełomie zimy i wiosny, a później na przełomie lata i jesieni, jest po prostu częścią zdrowego stylu życia. Nie jakąś nowinką, trendem czy nie wiadomo czym. Jest po prostu częścią zdrowego, zrównoważonego stylu życia, który pięknie działa i profilaktycznie, i leczniczo na pojawiające się zaburzenia.

Najpiękniejszą terapią Ajurwedy, najgłębszą i najbardziej znaczącą, jeśli chodzi o przywracanie równowagi, usuwanie dolegliwości i wychodzenie z chorób jest Panchakarma. To pełny proces oczyszczania organizmu, który trwa około 21 dni. Bywa, że jest dłuższy lub krótszy. Taka Panchakarma jest możliwa do zrobienia pod okiem kogoś, kto ma do tego kompetencje – jest to albo terapeuta, albo lekarz ajurwedyjski.

Byłoby cudownie, gdyby każdy z nas miał takie 21 dni przynajmniej raz do roku. Żeby zamknął się gdzieś, najlepiej blisko natury i przeszedł taki pełny proces oczyszczania. Natomiast realia, jak sama wiesz, są inne.

W związku z tym Ajurweda uczy też, jak zrobić pewien zakres działań oczyszczających w łatwy, bezpieczny i skuteczny sposób w domu. Chyba najważniejszą i najbardziej pomijaną w tych wszystkich kolorowych gazetach kwestią jest to, że jeśli oczyszczanie organizmu ma być skuteczne to wymaga przynajmniej trzech dni wolnego. Jeśli nie pięciu.

Karolina: Czyli powinien to być czas bez pracy i obowiązków.

Maria: Bez pracy, bez obowiązków. Gdy rozmawiam z bardzo zajętymi ludźmi, to proponuję im majówkę albo żeby wzięli trzy dni wolnego i do tego dołożyli weekend. To już jest pięć dni, które pozwolą im miękko wejść w ten proces.

Po to, żeby łagodnie przejść na przykład objawy odstawienia kawy czy cukru. Żeby kiedy poczują się śpiący mogli się położyć spać, a nie, żeby musieli jeszcze coś tam nadgonić.

Myślę, że oczyszczanie to chyba największe nieporozumienie współczesnego świata. W tym wszystkim, co robimy dokładamy sobie jeszcze oczyszczanie i cały jakby zestaw czynności, które mają nas odciążyć.

To ma działać inaczej. Najpierw się odciążamy, czyli na przykład rezygnujemy na chwilkę z pracy, dokładamy te puzzelki, które mają nas oczyścić i jak już się poczujemy w tym osadzeni i już trochę zrozumiemy, jak to działa z tym gotowaniem, jedzeniem i odpoczywaniem, to wtedy wracamy do pracy. Kontynuujemy oczyszczanie razem z pracą, ale wtedy to jest proste, bo wcześniejsza rozgrzewka umożliwia nam pełne skupienie się na sobie.

A przecież taka jest istota oczyszczania. Skupienie na sobie i odpoczęcie.

Karolina: Czyli mówisz teraz nie o takim typowym oczyszczaniu fizycznym, ale  o takim holistycznym oczyszczeniu – oczyszczeniu umysłu i energii?

Maria: Oczywiście, że tak, bo Ajurweda mówi o trzech obszarach życia i naszego zdrowia. Pierwszy to ten, która się wiąże z fizycznością – z ciałem, ziołami, terapiami oczyszczającymi, masażami. To jedna trzecia Ajurwedy.

Jakoś tak się składa, że dla ludzi z Europy i ze Stanów ta część jest najbardziej fascynująca. Jako kultura jesteśmy zafiksowani na ciele i niedokładnie wiemy, gdzie mamy serce. Trochę podejrzewamy, gdzie mamy umysł.

Natomiast Ajurweda mówi tak: jedna trzecia Twojego zdrowia to Twoje ciało, druga jedna trzecia to Twój umysł, czyli na przykład przekonania na temat tego, co Ci służy, a co nie.

W pracy z klientami obserwuję, że jeśli na poziomie umysłu mają przekonanie, które nie pozwala im czegoś robić albo nakazuje im coś robić, to te wszystkie zmiany w sensie fizycznym są takie na siłę. Są krótkoterminowe i nietrafione. Jeśli rzeczywiście poukładają sobie w głowie to tak, jak ma być to te zmiany dotyczące fizyczności są też bardziej trwałe.

No i w końcu trzeci obszar, o którym mówi Ajurweda to nasza duchowość. To obszar, który dla bardzo wielu ludzi nie istnieje. I, co ciekawe, dotyczy to również tych, którzy zajmują się jogą i Ajurwedą. Często ich duchowość w ogóle zniknęła, bo są to ludzie, którzy przestali uczęszczać do kościoła, wyszli ze swojej tradycyjnej religii i sposobu wychowania i… nie mają za bardzo alternatywy.

Wchodzą w jakieś egzotyczne, wschodnie koncepcje, ale nie mają codziennego sposobu praktykowania modlitwy, wdzięczności czy innego swojego sposobu odnawiania połączenia z wyższym aspektem w życiu.

I dopiero te trzy elementy: ciało, umysł i duch, to oczyszczanie z Ajurwedą, czyli po prostu oczyszczanie holistyczne.

Karolina: Jak konkretnie sobie wyobrażasz takich pięć dni? Jeżeli takiej osobie uda się zorganizować pięć zupełnie wolnych dni to co może wtedy dla siebie zrobić?

Maria: Bardzo dużo rzeczy. To sekwencja różnych działań od rana do wieczora, które mają określony cel. Zastanawiam się jak odpowiedzieć na to pytanie, bo to jest pytanie, które zadawało mi nie wiem ilu klientów, zanim zrobiłam kurs na ten temat. A same nagrania w kursie trwały około piętnastu godzin. Jak te piętnaście godzin nagrań opowiedzieć w kilku zdaniach?

Spróbuję je podsumować tak, żeby można było wyodrębnić kilka kroków.

Pierwszym krokiem jest to, że wstajesz rano i zaczynasz dzień w spokoju. Zaczynasz go od masażu, automasażu całego ciała ciepłym olejem sezamowym.

Drugim krokiem jest to, że ciepłe, lekkie śniadanie.

Trzecim krokiem jest to, że odpoczywasz na bieżąco. Jeśli poczujesz, że masz ochotę się położyć w którymś momencie dnia – kładziesz się. Chcesz iść na spacer – idziesz na spacer. Chcesz zrezygnować z czytania nawet najlepszej książki – robisz to. Wsłuchujesz się w ciało i podążasz za tym, co Ci mówi o tym, czego potrzebuje.

Czwartym elementem jest obiad zjedzony w porze obiadu. Jesz obiad wtedy, kiedy słońce jest w zenicie pomiędzy dwunastą a czternastą. Nie o szesnastej, osiemnastej albo wcale.

Piątym elementem jest kolacja zjedzona na czas, o osiemnastej.

I zobacz, mamy pięć elementów. Trzy z nich to są posiłki czyli to, co reguluje Agni. To, co sprawia, że nasz układ trawienny rozpoznaje wzorzec na zasadzie:

Aha! Jest siódma – daje mi śniadanie.

Aha! Jest trzynasta – daje mi obiad.

Aha! Jest osiemnasta – daje mi kolację.

To normalizuje i równoważy pracę układu trawiennego i wydalniczego , powodując, że wypróżnienia stają się codzienne.

Do tego dodałabym szósty krok czyli picie wody. Rozumiane nie jako nie zalewanie się dużymi ilościami wody mineralnej tylko jako to, co Ajurweda nazywa “terapią gorących łyków”. W ciągu dnia popijasz sobie dwa-trzy łyki gorącej wody co piętnaście minut.

Tak wypijana woda rzeczywiście nawilża, nawadnia i umożliwia wyrównanie deficytów w nawodnieniu, które tak naprawdę ma dziewięć na dziesięć osób we współczesnym świecie.

Oprócz tego, oczywiście dzienna dawka wody – to czy to będzie 1,5 litra czy 2 litry zależy też od doszy.

No i wiadomo, można by jeszcze dużo tutaj dodać: zioła, przyjmowanie masła klarowanego na czczo, jogę. Joga to przepiękna praktyka na czas oczyszczania, na czas wejścia w siebie. Praktyka odkurzenia umysłu, wyrzucenia nadmiaru informacji i zastanowienia się trochę głębiej nad tym, co jest sensem naszego życia.

Karolina: Ostatnio śmiałam się, bo oglądałam taki program telewizyjny, gdzie były dwie kobiety i jedna z nich była przedstawiona w bardzo śmieszny sposób, bo zajmowała się medytacją. Wykonywała różne rytuały, które dla takiego typowego pana Kowalskiego są dość dziwne. Tańczyła,  skakała i śpiewała w różnych językach.

Wydaje mi się, że to jest bardzo ważne, żeby właśnie dodać ten element. Nawet, jeżeli nie wiemy czym ta medytacja jest i co się powinno podczas niej robić, to warto, żeby pojawił się taki element, który polega na tym, że siadasz i jest cisza.

I jesteś świadoma swoich myśli. Tego, co czujesz, jak oddychasz. Nie musisz nawet nic robić.

Kwintesencja medytacji tkwi w tym, że po prostu obserwujesz.

Wydaje mi się, że to bardzo ważne, żeby dodać to do tej fizyczności i oczyszczania. To, żeby mieć taki moment ciszy.

Maria: Tak. Tak naprawdę wystarczy, jeśli masz parę dni wolnego, chocia dwa czy trzy. Przestajesz zaczynać dzień od sprawdzania Facebooka i redukujesz strumień informacji, które napływają do ciebie. Gotowanie śniadania może się stać praktyką medytacyjną. Joga może się stać praktyką medytacyjną. Obiad, kolacja, bycie w domu czy obserwowanie natury, a jest co obserwować wiosną, bo zmienia się z dnia na dzień.

To nie musi być tak, że siadasz, zamykasz oczy, bo prawdę mówiąc dla wielu osób, które najbardziej potrzebują oczyszczania, to jest nierealne, żeby usiąść i nic nie robić. Nie mówię już dalej o obserwowaniu myśli, których jest tak dużo, jak na międzynarodowym lotnisku.

Wtedy z pomocą przychodzą praktyki przygotowujące, czyli ćwiczenie jogi z koncentracją do wewnątrz. Z wejściem do siebie i koncentracją na oddechu, na ciele. Gotowanie uważne i świadome. Bycie w tych małych, drobnych czynnościach w taki sposób, że naprawdę jesteś w tym, co robisz. A nie tu się masujesz, a tam po oglądasz Teleexpress, w którym ktoś mówi, że coś gdzieś wybuchło.

Moi klienci są naprawdę bardzo różni. Jedni mają jakieś odjechane praktyki duchowe, przy jednoczesnym zupełnym zaniedbaniu ciała i bardzo zaśmieconym umyśle. Są też tacy, którzy są zbyt skupieni na ciele. Chcą poznawać właściwości lecznicze jarzębiny i agrestu, a kompletnie nie mają kontaktu ze swoimi emocjami. Nie potrafią nawet się zastanowić, co w ogóle dzieje się w ich życiu duchowym.

Oczyszczanie daje okazję każdemu. Niezależnie od tego, w jakim jest momencie. Na to, żeby trochę bardziej się zrównoważyć, zsynchronizować, otworzyć na naturę i na siebie. Bo później pięknie to prowadzi.

Karolina: Tak. Wiesz, chciałabym zapytać Cię o to, jak patrzysz na różne zioła i produkty ajurwedyjskie. Wiem, że polecasz innym, żeby wykorzystywali to, co jest lokalne. Ktoś, wchodząc do sklepu ajurwedyjskiego i widząc różne nazwy ajurwedyjskich ziół i produktów, myśli sobie zapewne, że to właśnie to jest Ajurweda. Że to coś, co jest z daleka. Coś, co nie jest lokalne. Jak Ty na to patrzysz?

Maria: Ajurweda pochodzi z północnych terenów obecnego Pakistanu i Indii, a tam pogoda jest już bliższa temu, czego doświadczamy w Polsce. Nie jest dokładnie taka sama, ale jest bardziej bliska naszym czterem porom roku.

Zioła stosowane w Ajurwedzie pochodzą z północy Indii. Ajurweda nie pochodzi ze Sri Lanki, ani z Kerali, tak jak chciał rząd Indii. To pierwsza ważna informacja na zasadzie prostowania pewnych niedomówień.

Druga ważna informacja jest taka, że Ajurweda uczy Cię, jak dostrzegać pewne właściwości w przyrodzie, jak dobierać właściwości w warzywach, owocach i produktach z Twojego obszaru zamieszkania, żeby równoważyć to, czego w naturze jest za dużo.

To nie jest prosty sposób, który jest przeniesiony stamtąd tutaj. To jest tak, jakbyś uczyła się dodawać. Nie uczysz się konkretnych równań, że dwa plus dwa to cztery i pięć plus sześć to jedenaście. Tylko uczysz się tego, jak tę operację logiczną dodawania przeprowadzać. Dzięki temu, gdy weźmiesz dwie dowolne liczby, jesteś w stanie je dodać i otrzymać wynik.

Myślę, że dużo jest takich trendów. Jednym z bardziej wyrazistych przykładów jest jedzenie surowego jedzenia, czyli Raw Food Diet, które jest żywcem przeniesione ze słonecznej Kalifornii. Miejsca, które naprawdę zupełnie inaczej wygląda w lecie niż mroźna w marcu polska zima. Ta różnica pokazuje, że takie przenoszenie gotowych rozwiązań z miejsc, które są bardzo, bardzo inne pod wieloma względami, nie ma sensu.

A wracając do Twojego pytania to przede wszystkim opieramy się na produktach, które są stąd. Takich, które są lokalne, sezonowe i kompatybilne z naszymi jelitami. Takich, które się dobrze komunikują z naszymi ciałami.

Jeśli pojawia się w zaleceniach jakiś ryż Basmati albo fasolka mung, czyli podstawa kiczeri, to są to produkty, które pojawiają się tam ze względu na swoje unikalne właściwości zdrowotne, a nie jako podstawa diety przez trzysta sześćdziesiąt pięć dni w roku. Raczej jako pewien wartościowy, leczniczy produkt, który wprowadzamy do diety na jakiś czas.

Kontynuując ten wątek, czemu kiczeri z jakiejś orientalnej fasolki, a nie na przykład fasolka Perełka? Dlatego, że mug dal jest jedynym strączkiem, który nie powoduje wzdęć, a nawet zawiera substancje, które mogą je redukować. Jest bardzo, bardzo lekki. Dla osób, które nie przyswajają białka roślinnego w postaci strączków, to jest nadal zalecana forma. Jeśli nie fasolki, to chociażby woda, w której te fasolki się gotowały.

I podobnie ryż Basmati – bardzo lekki, odżywczy, balansujący z żywioł Vaty, więc bardzo fajne, lecznicze danie od czasu do czasu.

Na co dzień warto patrzeć raczej na to, co rośnie w miejscu, w którym żyjesz i jak to komponowała Twoja babcia czy prababcia. Co one z tego robiły? Kiedy kisiły ogórki? A kiedy jadły surówki? Trochę nam się teraz popierdzieliło, że tak powiem dosadnie, bo kiszonki jemy latem, a zimą surowe owoce. To nie jest tak, jak natura to wymyśliła.  

Karolina: Skoro cała wiedza, o której mówisz teraz jest lokalna i sezonowa to czy nadal uważasz, że warto jechać do źródła, warto jechać do Indii, żeby uczyć się tam trochę więcej o Ajurwedzie?

Maria: Myślę, że to, że pojedziesz do Indii to wcale nie znaczy, że nauczysz się więcej, ponieważ Ajurweda i joga są towarem eksportowym Indii i pojawia się tam coraz więcej osób, które pod szyldem “Ajurweda” robią rzeczy, które kompletnie Ajurwedą nie są.

Więc jeśli masz dobrego, mądrego przewodnika, który Cię poprowadzi do godnych zaufania miejsc, do ludzi, którzy naprawdę są pasjonatami i wiedzą, to warto jechać. Jeśli życie sprzyja, jeśli masz czas, nie boisz się, masz środki odpowiednie do tego, żeby pojechać, jak najbardziej.

Natomiast, jeśli to ma być w ciemno, po prostu klikam podróż, jadę do Kerali i tam coś ze mną robią, mówią mi, że to jest Ajurweda, no to niestety może się to skończyć tak jak u wielu moich klientek, które dopiero na konsultacji ze mną, po oczyszczaniu w Polsce mówią: Aha, to to jest konsultacja, a to to jest oczyszczanie, to tak się przyjmuje zioła.

Co z tego, że były w Indiach, kiedy to, co tam poznały, jest po prostu bardzo powierzchownym zetknięciem z tematem.

Karolina: Mówiąc o pasjonatach, ostatnio przeglądałam Twoją stronę internetową agni-ajurweda.pl i od naszej ostatniej rozmowy bardzo dużo się tam zmieniło. Jest na niej bardzo dużo informacji, widziałam też, że prowadzisz webinary. Opowiedz nam trochę o swoich najbliższych planach.

Maria: Częścią mojej praktyki jako terapeuty ajurwedyjskiego jest bezinteresowna praca polegająca na dawaniu i pomaganiu bez wynagrodzenia.

W mojej praktyce są to właśnie webinary. To okazja, która jest bezpłatna dla uczestników, podczas której mogą posłuchać o Ajurwedzie i to posłuchać naprawdę szczodrze, szczerze, dużo i wyczerpująco. Oczywiście, często zdarza się  tak, że na końcu webinaru zapraszam na jakiś kurs albo na jakieś wydarzenie, które organizuję, ale to jest zawsze wisienka na torcie.

To taka moja praktyka związana z szerzeniem zrozumienia tego, czym jest Ajurweda i jak możesz z niej skorzystać. A potem, jak ktoś chce wejść głębiej, to zapraszam do kursów online, które są pogłębieniem i pięknym wprowadzeniem do konkretnych tematów.

Karolina: A teraz stały punkt naszej audycji, jak żyć, by nie zwariować. Na koniec zapytam jeszcze, pytanie, które już znasz, może dasz nam nową jakąś myśl:
Jak żyć, by nie zwariować?

Maria: Powiedziałabym to, co mówię sobie bardzo często. Sobie, czyli mamie dwójki dzieci, która prowadzi prężnie działającą działalność i to, co mówię swoim klientom, którzy mówią na przykład O! Nie mogę jechać na Panchakarmę do Indii albo Nie mogę rzucić kawy… Powiedziałabym: Rób to, co możesz. Z tym, co masz.

Karolina: Zacznij tu, gdzie jesteś.

Maria: Tak. Na pewno coś możesz i na pewno coś masz. To się będzie zmieniać. Dzisiaj to jest to, jutro to jest to, pojutrze to jest to.

To mnie prowadzi przez ostatnie lata i jak widać, prowadzi mnie ku więcej.

Karolina: Super. Dzięki bardzo, Mario.

Maria: Dzięki serdeczne.